Pierwszy raz zobaczyłem taką brzoskwinię u teściowej na stole. Myślałem, iż ktoś usiadł na owocu. Poważnie – leżało coś płaskiego, żółtawego z czerwonym rumieńcem i wyglądało jak owocowe UFO.
Ugryzłem. I stało się. Ten smak – miodowy, słodki, bez tej kwaskowatości, która mi zawsze w zwykłych brzoskwiniach przeszkadzała. Od tamtej pory minęły trzy lata. Mam już dwa drzewka płaskoowocowe w ogrodzie i żałuję tylko jednego – iż nie posadziłem ich wcześniej.
Czym adekwatnie są brzoskwinie płaskoowocowe?
Brzoskwinie płaskoowocowe to nie żaden wynalazek laboratoryjny. To naturalna forma, która powstała w Chinach jakieś 2000 lat temu. Chińczycy nazywali je “pantao” i uważali za owoce dające nieśmiertelność – jedzenie ich było zarezerwowane dla cesarzy. Zwykły człowiek mógł za to słono zapłacić.
Na początku XIX wieku trafiły do Anglii i USA. Stamtąd powoli rozlały się po świecie. Dziś największe plantacje są w Hiszpanii, Francji, Meksyku i oczywiście w Stanach. W Polsce pojawiły się stosunkowo niedawno, ale robią furorę.
W sklepach spotkasz je pod różnymi nazwami – paraguayo, UFO, ciasteczkowe, talerzowe. To wszystko to samo – spłaszczone brzoskwinie o niesamowitym smaku.
Dlaczego są lepsze od zwykłych brzoskwiń?
Powiem krótko – są słodsze. Punkt. Mają bardziej skoncentrowany, miodowy smak i dużo mniej kwasowości niż tradycyjne odmiany. Miąższ jest biały, delikatny i tak soczysty, iż musisz jeść pochylony do przodu, żeby nie ubrudzić koszulki.
A pestka? Maleńka w porównaniu do zwykłej brzoskwini. Więcej miąższu, mniej odpadów. Dzieci je kochają, bo łatwo się je i nie trzeba walczyć z ogromną pestką w środku.
Saturn – sprawdzony weteran polskich ogrodów
Saturn to odmiana, od której warto zacząć przygodę z płaskimi brzoskwiniami. Wyhodowano ją w USA w latach 60., a w Polsce jest badana od 1999 roku przez Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach. To dużo czasu – wiemy już dokładnie, jak sobie radzi w naszym klimacie.
Drzewko rośnie średnio mocno i tworzy ładną, rozłożystą koronę. Dorasta do jakichś 3,5-4 metrów. Kwitnie wiosną pięknymi różowymi kwiatami – samo w sobie wygląda jak ozdoba ogrodu.
Co ważne: Saturn jest samopylny. Nie musisz sadzić obok drugiego drzewka, żeby mieć owoce. Posadzisz jedno – i będziesz zbierał.
Owoce dojrzewają pod koniec lipca, mają 6-8 cm średnicy i ważą 60-80 gramów. Kremowa skórka z intensywnym czerwonym rumieńcem. Miąższ biały, miękki i tak słodki, iż niektórym wydaje się aż za słodki. Ja tam nie narzekam.
Szukając sadzonek, warto sięgnąć po sprawdzone źródła – odmianę Saturn znajdziesz w szkółce Sadowniczy.pl, gdzie drzewka przychodzą dobrze zabezpieczone i gotowe do sadzenia.
Galaxy – nowsza, większa, równie smaczna
Galaxy to młodsza siostra Saturna. Wyselekcjonowano ją w Kalifornii i wprowadzono do uprawy w 2003 roku. Amerykanie nazywają ją “hafty bagel” – czyli wielki obwarzanek. I coś w tym jest, bo owoce Galaxy są naprawdę spore.
Średnica owoców to około 7,5 cm, a waga sięga 150 gramów. To o jakieś 25-50% więcej niż u Saturna! Miąższ biały, masłowy w konsystencji i bardzo aromatyczny. Skórka jasnokremowa z pięknym, subtelnie rozmytym czerwonym rumieńcem.
Galaxy dojrzewa później – w drugiej połowie sierpnia. I to jest fajne, bo jeżeli posadzisz oba drzewka, masz brzoskwinie od końca lipca aż do września. Prawie dwa miesiące owocowego raju.
Drzewko rośnie podobnie jak Saturn – do 3,5-4,5 metra. Jest samopłodne, więc jedno drzewko wystarczy. Ma umiarkowaną odporność na mróz i choroby.
Saturn kontra Galaxy – którą wybrać?
Mój sąsiad Wojtek ma Saturna. Ja mam oba. I powiem tak – to nie jest pytanie “którą”, tylko “dlaczego nie obie?”
Ale jeżeli musisz wybrać jedną, pomyśl o tym:
-
Masz mały ogród i chcesz pewniaka? Saturn. Sprawdzony w polskim klimacie od ponad 20 lat, lepiej znosi mrozy, gwałtownie zaczyna owocować.
-
Chcesz większe owoce i dłuższy sezon? Galaxy. Owoce robią wrażenie wielkością, a późniejsze dojrzewanie przedłuża ci sezon.
-
Masz miejsce na dwa drzewka? Bierz oba. Serio. Saturn da ci owoce pod koniec lipca, Galaxy w drugiej połowie sierpnia. Brzoskwinie przez prawie dwa miesiące!
Pełną ofertę odmian brzoskwiń – zarówno płaskoowocowych, jak i tradycyjnych – znajdziesz w kategorii brzoskwiń. Jest w czym wybierać.
Jak posadzić brzoskwinię płaskoowocową i nie zepsuć?
Popełniłem w życiu kilka ogrodniczych błędów. Żebyś ty nie musiał, zdradzę ci najważniejsze zasady.
Kiedy sadzić?
Wiosna. Koniec dyskusji. Brzoskwinie posadzone jesienią mogą przemarznąć pierwszej zimy, zanim zdążą się zakorzenić. Marzec-kwiecień to idealny moment. jeżeli masz sadzonkę w doniczce, możesz sadzić też latem.
Gdzie sadzić?
Słoneczne miejsce, osłonięte od wiatru. Najlepiej przy południowej ścianie domu czy garażu – ściana oddaje ciepło w nocy i chroni przed mrozem. Gleba powinna być przepuszczalna, piaszczysto-gliniasta, o pH 6,0-7,5. Brzoskwinie nie lubią zastoin wody – mokre korzenie to proszenie się o kłopoty.
Cięcie – tu się większość ludzi myli
Brzoskwinie owocują na pędach jednorocznych. To znaczy, iż te gałązki, które wyrosły w tym roku, dadzą owoce w przyszłym. Pędy starsze są bezużyteczne i trzeba je wycinać.
Po posadzeniu przytnij drzewko mocno – zostaw przewodnik na wysokości 80-100 cm i skróć wszystkie boczne gałązki o 70%. Wiem, to boli. Ale uwierz – drzewko ci podziękuje lepszym przyjęciem i mocniejszym wzrostem.
Najczęstsze błędy:
Błąd pierwszy: sadzenie jesienią
Kolega posadził Saturna w październiku. W grudniu miał minus dwadzieścia. W marcu miał suche patyki. Brzoskwinie sadzimy wiosną – tyle.
Błąd drugi: brak ochrony przed kędzierzawością liści
To największy wróg brzoskwiń w Polsce. Liście się marszczą, żółkną, czerwienieją i opadają. Drzewo słabnie i gorzej owocuje. Rozwiązanie jest proste – oprysk preparatem miedziowym wczesną wiosną, zanim rozwinie się listowie. I powtórka jesienią. Dwa opryski rocznie i masz spokój.
Błąd trzeci: brak podlewania pierwszego roku
Młode drzewko MUSI być podlewane. Szczególnie latem, w upały. Po posadzeniu wlej pod nie 10-30 litrów wody i przez pierwszy rok nie oszczędzaj na podlewaniu. Ja straciłem jedno drzewko, bo myślałem “to brzoskwinia, poradzi sobie”. Nie poradziło się.
Nie czekaj na idealny moment
Brzoskwinie płaskoowocowe to nie jest wielka filozofia. Posadź w słonecznym miejscu, podlewaj, przycinaj raz w roku i trzymaj kędzierzawość w ryzach. Tyle. Za to dostaniesz owoce, które w sklepie kosztują fortunę, a z własnego drzewa smakują dwa razy lepiej.
Wiosna to najlepszy moment na sadzenie – drzewka mają cały sezon, żeby się zakorzenić i przygotować do pierwszej zimy. jeżeli szukasz sprawdzonych sadzonek dostosowanych do polskiego klimatu, zajrzyj na stronę Sadowniczy.pl. Znajdziesz tam pełną ofertę brzoskwiń – płaskoowocowych i tradycyjnych – wraz z fachową poradą przy wyborze odmiany.
Twój ogród zasługuje na coś wyjątkowego. A brzoskwinia, która wygląda jak latający spodek i smakuje jak miód – to zdecydowanie coś wyjątkowego. Powodzenia!

2 godzin temu




