Fundacja ostro o uczestnikach protestu
Wczoraj Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt opublikowała post odnoszący się do protestu, który odbył się w Kutnie. Relacjonowaliśmy go W TYM MIEJSCU i szczegółowo opisywaliśmy postulaty manifestantów.
https://kutno.net.pl/wydarzenia/ludzie-z-calej-polski-przyjechali-do-kutna-protestuja-przedstawiciele-branzy-kluczowej-dla-panstwa/ar22TiHQt4QGxAxdbXAA- Okazuje się, iż tym, co jest w stanie realnie zmobilizować to środowisko do wyjścia na ulice, są wyłącznie pieniądze, wyższe stawki i systemy waloryzacji wynagrodzeń za państwowe zlecenia (tzw. wyznaczenia, na które z budżetu państwa idą miliony złotych). Ten protest jak w soczewce pokazuje przykrą prawdę: bezwzględny merkantylizm przesłania dziś w polskiej weterynarii absolutnie wszystko, a same zwierzęta i ich cierpienie są na ostatnim miejscu - stwierdziła Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt.
Według jej przedstawicieli lekarze weterynarii nie protestują w obronie praw zwierząt, przeciwko ich systemowemu cierpieniu ani na rzecz poprawy ich realnego dobrostanu.
- Za to gdy w grę wchodzą państwowe przelewy za tzw. nadzór, mobilizacja jest natychmiastowa. Szczególnie gorzko patrzy się na to z naszej perspektywy. Mając bezpośrednio do czynienia z podwójnymi standardami rządzących tym środowiskiem i żenującym blokowaniem charytatywnej weterynarii w Polsce, widzimy tu czystą hipokryzję - napisano na profilu fundacji.
Przedstawiciele fundacji grzmią, iż z jednej strony lekarze czerpią środki z budżetu państwa i protestują, gdy wypłaty spóźniają się o kilka tygodni, a z drugiej strony ich własny samorząd zaciekle niszczy inicjatywy non-profit, wmawiając wszystkim, iż weterynaria to wyłącznie „wolny rynek”, a charytatywna pomoc dla zwierząt należących do najuboższych opiekunów to zagrożenie nie tylko dla branży, ale choćby dla bezpieczeństwa publicznego.
- Nie będziemy tu już choćby szerzej rozpisywać się o rażących nieprawidłowościach w nadzorze nad schroniskami, o przytaczanych regularnie przez media wątpliwościach dotyczących faktycznie wypracowanych godzin tego nadzoru czy o celowym braku monitoringu i jakiejkolwiek możliwości weryfikacji jego jakości - dodano.
Internauci odpowiadają. „Wszyscy chcą godnie zarabiać”
Ten post wzbudził – delikatnie mówiąc – niesmak. Internauci zarzucili fundacji wprowadzenie opinii publicznej w błąd.
- To nie jest protest klinicystów, tylko urzędowych lekarzy weterynarii, którzy nie zajmują się leczeniem zwierząt. Oni m. in. badają mięso w rzeźniach, prowadzą badania terenowe chorób zakaźnych (chociażby poprzez tuberkulinizację i pobieranie krwi krowom). Naprawdę musicie siać hejt choćby w tej sprawie? Wszyscy chcą godnie zarabiać - zauważa pani Anna.
- Szkoda, iż nie potraficie odróżnić lekarzy wolnej praktyki (od psów, kotów, posiadających gabinety) od lekarzy w inspekcji, pracujących w rzeźniach, ZHW, wojsku itp. - dodawała pani Agnieszka.
- jeżeli "poważna fundacja" uważa, iż lekarz badający mięso to ten sam weterynarz, co zszywa jamnika, to gratuluję kompetencji. Koń to dla was pewnie większy pies, bo też na czterech nogach stoi. Bliki nie wpływają i szukacie zasięgów, czy po prostu z automatu zakładacie, iż wasi obserwujący są aż tak głupi? - nie gryzł się w język kolejny z internautów.
Komentarzy w podobnym tonie było zdecydowanie więcej. Mimo dość długich poszukiwań nie znaleźliśmy żadnego odniesienia się do nich ze strony przedstawicieli fundacji ani żadnego sprostowania podanych przez nią informacji.
O co naprawdę walczyli protestujący w Kutnie?
Tymczasem, jak pisaliśmy w naszym wczorajszym artykule:
– Przyjechaliśmy zamanifestować nasz sprzeciw, jeżeli chodzi o nadzór w Inspekcji Weterynaryjnej, sposób finansowania, złe stawki, o ile chodzi o inspektorów, i zbyt niskie wynagrodzenia w porównaniu z Sanepidem czy ARiMR. Ale mówimy też o drugiej kwestii, którą są urzędowi lekarze weterynarii, pracownicy pomocniczy, którzy też tu dzisiaj są, oraz technicy weterynarii. Mamy cennik niezmieniony od prawie 15 lat, nie ma waloryzacji stawek. Przyjechaliśmy również w tej kwestii – mówił nam wczoraj Marcin Mioduszewski, przewodniczący OZZLW „Bezpieczeństwo Żywności i Zdrowie Zwierząt”.
Wśród żądań protestujących znajdują się następujące postulaty:
- uregulowanie wszystkich zaległych wynagrodzeń;
- zabezpieczenie środków na wykonywanie czynności w kolejnych miesiącach 2026 r.;
- wprowadzenie mechanizmu zapobiegającego ponownemu powstawaniu zaległości;
- wypracowanie trwałego i stabilnego modelu finansowania nadzoru weterynaryjnego.
– Połączyliśmy się we wspólne porozumienie w momencie, w którym dostaliśmy informację, iż występują wielomiesięczne zaległości w wypłatach wynagrodzeń dla urzędowych lekarzy weterynarii za wykonywane przez nich czynności, za ich pracę. Z tego tytułu zaczęliśmy nagłaśniać sprawę i pytać ministerstwo oraz różne organy. Zaczęliśmy pytać, jak to wygląda, dlaczego są te zaniedbania i jak duże one są. Zrobiliśmy też wewnętrzne badania, żeby ustalić, gdzie występują te zaniedbania i na jaką skalę. Okazało się, iż największe są w województwach mazowieckim, wielkopolskim i łódzkim – wyliczał Marcin Mioduszewski.
https://kutno.net.pl/wydarzenia/tancerka-z-naszego-miasta-wystapila-na-pge-narodowym-wyrozniono-ja-sposrod-tysiecy-zgloszen/azWUT3rsa1yBc6nehP4T
6 godzin temu






