Być szczęśliwą to nasz polski obowiązek

1 tydzień temu

Szczęście to konieczność

Tata odszedł do innej kobiety, gdy Małgosia miała cztery lata. Wyszedł zaraz po Nowym Roku, stanął w progu, powiedział wybacz mi i zamknął za sobą drzwi wejściowe.

Mama przyjęła to zaskakująco spokojnie, jakby była to jakaś reguła, od której nie ma ucieczki. W jej rodzinie żadnej kobiecie nie udało się stworzyć trwałego związku. Ale po dwóch tygodniach, nocą, wypiła wszystkie tabletki nasenne z pyralginą, które miała w domu, i cicho zasnęła na zawsze.

Rankiem Małgosia długo i głośno próbowała obudzić mamę. Potem na siłę zjadła śniadanie z tego, co znalazła w lodówce, i znowu wróciła do sypialni, próbując ją obudzić. W końcu zmęczona przytuliła się do mamy i zasnęła obok niej.

Styczniowe dni mijają szybko, więc gdy dziewczynka otworzyła oczy, na dworze już zapadał zmrok. Obudziło ją zimno, mocniej naciągnęła na siebie kołdrę i jeszcze mocniej przytuliła się do mamy, ale od tego zrobiło się jej jeszcze zimniej. Wtedy Małgosia zrozumiała, iż to od mamy bije ten straszny, przeszywający chłód. Po policzkach popłynęły jej gorące łzy.

W przedpokoju otworzyły się drzwi wejściowe. Małgosia rzuciła się tam jak burza. Przyszła ciocia Zofia, młodsza siostra mamy.

Malwinko, jesteś w domu A gdzie jest mama? Dzwonię do niej cały dzień, czemu nie odbiera? Już zaczęłam się martwić!

Dziewczynka złapała ciotkę za poły płaszcza, ciągnąc w stronę sypialni. Spojrzała na Zofię wielkimi zapłakanymi oczami, pokazując palcem w kierunku pokoju, coś krzyczała bez głosu. Jej usta szeroko się otwierały, cała twarz wykrzywiona w rozpaczy, strumienie łez i kataru spływały po policzkach, ale głosu nie było.

Zofia nie mogła mieć dzieci, mąż odszedł po pięciu latach. Swoją siostrzenicę pokochała szczerze i bezgranicznie, adekwatnie była jej drugą matką. Gdy wydarzyła się tragedia, Zofia od razu załatwiła wszystkie formalności, aby zostać jej opiekunką. Otoczyła Małgosię troską i czułością, ale przez trzy lata żadne leczenie ani rehabilitacja nie przywróciły dziewczynce głosu.

Tamtej zimy silne mrozy przyszły na Trzech Króli, ze śniegiem, prawdziwym, skrzypiącym pod nogami. Cały dzień Małgosia z koleżankami jeździła na sankach w Parku Sowińskiego, ulepiły całą rodzinę bałwanów, tarzając się w zaspach i robiąc aniołki.

No już, wracamy. Na tobie wszystko już sztywne od śniegu, a rękawiczki zmieniły się w lód. Jedziemy. Po drodze wstąpimy jeszcze do Delikatesów po mleko i makaron popędzała Zofia.

Ludzie wchodzili i wychodzili, drzwi do sklepu otwierały się i zamykały, a rudzielec kot siedział sobie spokojnie z prawej strony wejścia. Wpatrzony, przymrużone oczy, udawał, iż nic go nie interesuje, tylko łapkami przebierał z zimna. Małgosia przykucnęła obok kota, pokazała cioci, by sama poszła na zakupy.

Dobrze, kupię wszystko szybko, ale ty nie ruszaj się stąd ani na krok!

Dziewczynka ostrożnie pogłaskała kota, a ten podniósł się nieco, wygiął grzbiet z zachwytu i zaczął mruczeć. Małgosia objęła go za szyję i przytuliła jego głowę do swojego policzka. Nagle po policzkach zaczęły spływać jej gorące łzy, które kot zlizywał językiem, aż zaczął kichać.

Phi, co ty robisz! To przecież uliczny kot, brudny jest!

Zofia złapała Małgosię za rękę i zaczęła prowadzić do samochodu. Dziewczynka stawiała opór i próbowała się wyrwać, ale Zofia wsadziła ją na siłę na tylne siedzenie i sama usiadła za kierownicą.

Kot podszedł do samochodu i patrzył na Małgosię, miaucząc cicho.

Tak nie wolno, to już mój kot, a ja go zostawiam szeptała Małgosia, rozmazując łzy na szybie.

To ty mówisz? Powtórz, proszę, powtórz jeszcze raz Zofia próbowała złapać oddech z wrażenia.

Nie możemy go zostawić. On bez mnie umrze! wykrzyczała dziewczynka prosto jej w twarz.

Zofia wyskoczyła z auta, porwała kota na ręce i usiadła z nim wraz z Małgosią na tylnym siedzeniu. Rudzielec wbił się pazurkami w jej płaszcz, ale kiedy zobaczył Małgosię, wskoczył do niej na kolana, położył się i zamarł z zadowolenia.

Chciałaś kota, to proszę bardzo. Trzeba było od razu mówić, to już dawno byśmy go ci znalazły powiedziała Zofia z uśmiechem pełnym ulgi.

Idź do oryginalnego materiału