Czy naprawdę orchidea jest winna? — Pola, zabierz tę orchideę, bo inaczej wyrzucę ją na śmietnik —…

polregion.pl 4 dni temu

-Czesia, zabierz tę storczykę, bo inaczej ją wyrzucę Basia bezceremonialnie zdjęła z parapetu przezroczystą doniczkę z kwiatem i podała mi ją do rąk.
-Dzięki, przyjaciółko! Tylko co ta storczyka Ci zawiniła? zapytałem zdziwiony. Na parapecie przecież stały jeszcze trzy zadbane, piękne storczyki.
-To kwiat, który dostał mój syn na ślub. A przecież wiesz, jak to się skończyło Basia westchnęła ciężko.
-Wiem, iż twój Tomek rozwiódł się zanim minął rok od ślubu. Nie pytam o szczegóły, domyślam się, iż musiała być poważna przyczyna. Przecież Tomek był wpatrzony w Zosię nie chciałem rozdrapywać świeżej rany Basi.
-Kiedyś ci opowiem, Czesiu, co się stało. Teraz jest mi trudno choćby wspominać Basia zadumała się i otarła łzę.

Zabrałem więc wygnaną i odrzuconą storczykę do domu. Żona spojrzała z politowaniem na ten biedny kwiat:
-Po co ci to nieszczęście? W tej storczyce nie ma życia, choćby ja to widzę. Nie trać na nią czasu.
-A adekwatnie chcę ją odratować. Dajmy jej trochę miłości i troski. Zobaczysz, jeszcze będziesz się nad nią rozpływać chciałem tchnąć trochę życia w ten zwiędły, niemal martwy kwiat.
Żona uśmiechnęła się i mrugnęła:
-Któż by się miłości wyrzekł?

Tydzień później zadzwoniła Basia:
-Czesia, mogę przyjechać? Nie mogę tego dłużej dusić w sobie. Muszę Ci wszystko opowiedzieć o nieudanym małżeństwie Tomka.
-Basieńko, przyjeżdżaj bez wahania. Czekam nie umiałem jej odmówić. Tyle razy mnie wspierała, kiedy sam przechodziłem bolesny rozwód z pierwszą żoną, kiedy nie układało mi się z drugą Nasza przyjaźń trwała od lat.

Basia pojawiła się w godzinę, usiadła wygodnie w kuchni. Przy lampce wytrawnego wina, kawie i gorzkiej czekoladzie zaczęła się długa opowieść.
-Nigdy bym nie przypuszczała, iż moja, już była, synowa, do czegoś takiego jest zdolna. Tomek z Zosią byli razem siedem lat. Długo ją obserwował, zanim się zdecydował. Dla Zosi zostawił Marysię. A ja tak lubiłam Marię! Była taka ciepła i swojska, z Marysią zawsze miałam domową atmosferę. choćby córuś ją nazywałam. A potem pojawiła się Zosia piękność jak z żurnala. Tomek zwariował! Chodził za nią jak ciele za krową. Zakochał się na zabój. O Marysi zapomniał z dnia na dzień.
Przyznaję, Zosia modelka. Tomasz był dumny, gdy koledzy z podziwem zerkali na jego żonę, choćby przechodnie się za nią oglądali. Ale przez te siedem lat nie doczekali się dziecka. Myślałam, iż to może świadczy o jego poważnych zamiarach najpierw ślub, potem rodzina. Tomek niechętnie mówi o swoich sprawach, też z mężem do niczego się nie wtrącaliśmy.
W końcu postawił sprawę jasno:
-Mamo, tato, żenię się z Zosią. Składamy wniosek do USC. Wesele będzie na bogato. Nie liczcie złotówek.
Ucieszyliśmy się. Wreszcie syn ustatkuje się i założy rodzinę. A tu już trzydziestka na karku.
Wyobraź sobie, Czesia, musieliśmy przesuwać datę ślubu dwa razy. Raz Tomek zachorował, innym razem ja wróciłam późno z delegacji. Czułam, iż coś z tą uroczystością jest nie tak Ale nie mówiłam nic synowi. Szczęśliwy był, więc po co go martwić? Chciał się choćby z Zosią pobrać w kościele. Ale ksiądz proboszcz Witold wyjechał do rodziny i nie mógł udzielić ślubu, a Tomasz chciał mieć właśnie jego. Po prostu nic nie szło po myśli Sygnały były zewsząd
W końcu wydaliśmy głośne wesele. Popatrz na to zdjęcie. Widzisz tę storczykę? Taka wtedy była piękna, rozkwitnięta. Liście proste jak żołnierze. A teraz? Same więdnące szmatki zostały.
Tomek z Zosią mieli jechać w podróż poślubną do Paryża. I pech! Zosię nie wypuścili za granicę. Okazało się, iż nie zapłaciła jakiejś ogromnej kary. Cofnęli ich na lotnisku. Tomek się tym nie przejmował, bujał w obłokach, marzył o szczęśliwej rodzinie.
Niestety, nagle poważnie zachorował. Znalazł się w szpitalu, było bardzo źle. Lekarze rozkładali ręce, dawali nikłe szanse. Zosia przez tydzień jeszcze do niego przychodziła, a potem bez skrupułów stwierdziła:
-Wybacz, ale mąż kaleka mnie nie urządza. Składam pozew o rozwód.
Wyobrażasz sobie, Czesiu, co czuł mój Tomek, leżąc przykuty do łóżka? A on tylko powiedział:
-Rozumiem Cię, Zosiu. Nie będę przeszkadzał.
Rozwiedli się.
A mój syn wyzdrowiał! Znaleźliśmy mu świetnego lekarza. Pan doktor Piotr Bogdanowicz uratował Tomka w pół roku. Młody organizm powiedział i Tomek stanął na nogi.
Zaprzyjaźniliśmy się z doktorem, a on miał dwudziestoletnią córkę, Kasię. Na początku Tomek kręcił nosem:
-Taka malutka i jakaś taka niepozorna.
-Synu, przyjrzyj się Kasi. Urody i tak wody nie wypijesz. Żonę już miałeś piękności Lepiej pić wodę z euforią niż miód w smutku
Tomek długo nie mógł zapomnieć Zosi, ale jej zdrada go bardzo zabolała. Kasia natomiast zakochała się w nim na zabój, wydzwaniała co chwila, wszędzie za nim chodziła.
Postanowiliśmy jakoś ich do siebie zbliżyć. Pojechaliśmy razem na działkę pod Warszawą. Tomek chodził jak struty, nic go nie cieszyło ani ognisko, ani aromatyczne kiełbaski, ani żadne nasze żarty. Kasia łapała każdy jego wzrok, a on ani razu na nią nie spojrzał.
Mówię mężowi:
-Na darmo to swatanie, on ciągle pamięta i kocha Zosię. Ona jak cierń w jego sercu.
Minęły trzy, cztery miesiące. Dzwonek do drzwi. Stoi Tomek z tą właśnie storczyką:
-Proszę, mamo, bierz szczątki mojego dawnego szczęścia. Rób z tym kwiatkiem, co chcesz. Nie chcę już tej egzotyki.
Niechętnie wzięłam storczykę. Nie polubiłam jej. Jakby to ona była winna nieszczęściom mojego syna. Schowałam ją w najdalszy kąt, choćby nie podlewałam.
Niedawno spotkałam sąsiadkę:
-Basiu, widziałam twojego Tomka z taką dziewczyną-calineczką. Była żona to była dopiero piękność
Nie wierzyłam, czy to możliwe, iż Tomek z Kasią mają romans?
-Proszę bardzo, przedstawiam swoją żonę! Tomek trzymał czule za rękę drobną Kasię.
Spojrzałam na męża:
-Jak to? Gdzie ślub, gdzie wesele?
-Niepotrzebne nam zamieszanie. Cicho podpisaliśmy w urzędzie. Ksiądz Witold pobłogosławił nas w kościele. Teraz jesteśmy na zawsze razem.
Odsunęłam syna na bok:
-Tomku, a czy ty pokochałeś tę dziewczynę? Nie skrzywdzisz Kasi? Może to tylko zemsta na Zosi?
-Nie, mamo, nie robię nic na złość. Tamto już przeżyłem choćby przestał mówić Zosia, tylko tamta kobieta. O miłości cóż, świat Kasi doskonale pasuje do mojego.
Taka to historia, Czesiu.
Basia wyrzuciła z siebie wszystko do końca.
Po tej rozmowie nie widzieliśmy się z Basią dwa lata. Życie, codzienne sprawy i obowiązki wirowały wokół mnie.
Storczyka odżyła, wypuściła nowe kwiaty, zakwitła pięknie jak nigdy. Kwiaty potrafią podziękować za troskę. Spotkałem Basię w szpitalu położniczym:
-Cześć, przyjacielu! Co ty tu robisz?
-Kasia urodziła bliźniaki, dziś ją wypisują Basia promieniała szczęściem.
Obok czekali na rodzinę Tomek i mąż Basi. Tomek trzymał bukiet czerwonych róż.
W drzwiach pojawiła się zmęczona, ale szczęśliwa Kasia. Za nią pielęgniarka niosła dwa śpiące zawiniątka.
Za chwilę przyszła też moja córka z nowo narodzoną wnuczką.
Zosia prosiła Tomka o wybaczenie i o jeszcze jedną szansę.
Można skleić filiżankę, ale pić z niej już się nie da.
Nauczyłem się, iż nie warto obarczać winą rzeczy, które były świadkiem naszych nieszczęść. Być może właśnie dając drugą szansę choćby kwiatowi dajemy ją samym sobie.

Idź do oryginalnego materiału