Januszu, naprawdę żartujesz? zawołała Grażyna, głośno, a w głosie jej było już zmęczenie. Znowu znowu wracasz do swojej matki?
A co proponujesz? odpowiedział Janusz, wsadzając rękę w plecak. Zrzucić ją w zimno, bez prądu i wody? dodał, marszcząc brwi. Czy naprawdę tak postąpiłabyś wobec własnych rodziców?
Wiesz, moi rodzice nie podchodzą do mnie w ten sposób. Wiedzą, iż mam rodzinę i nie wciągają mnie w takie rodzinne zabawy. A twoja matka zaczęła Grażyna, niecierpliwie.
Nie zadręczaj się. Wiesz, iż muszę pomóc przerwał Janusz, odrzucając jej uwagi machnięciem ręki.
Rozumiem. Szkoda mi jednak, iż nie starasz się nauczyć ją samodzielności.
Niech sama gotuje tę owsiankę, niech sama ją zje. Ty wybierz, gdzie twoja rodzina ma być: w dworze, czy tutaj.
Grażyna odwróciła się i ruszyła w stronę sypialni. Po piętnastu sekundach usłyszała w korytarzu trzask zamka. Janusz wyszedł. Została sama, wśród dzieci, którym dziś obiecała rodzinny spacer w parku.
Tylko ojciec znów uciekł z rodziny. I wszystko spadło na Grażynę.
Dwa lata temu wszystko było zupełnie inne. Grażyna doskonale pamiętała ten dzień. Pojechali w gości do jej rodziców, zabierając ze sobą Elżbietę Nowak, żeby nie była sama. Elżbieta dogadywała się dobrze z teściami, więc nie było sprzeciwu.
Gdy pili herbatę z ciastkami pod pergolą z winorośli, Elżbieta wpadła na genialny pomysł, który odmienił życie Grażyny.
Och, jak tu miło! westchnęła, wciągając pełną piersią powietrze. Muszę przeprowadzić się do domu jednorodzinnego, w moim wieku. Spokój, cisza, świeże powietrze
Matka Grażyny tylko się uśmiechnęła. Najpierw pomyślała, iż Elżbieta po prostu marzy na głos.
Tu miło, kiedy jesteśmy gośćmi odparła teściowa. Bez męża w domu nie da się nic zrobić. To nie jest kurort. Zawsze coś się naprawia i poprawia. A ty, Elżbieto, nie obrażaj się, ale nie jesteś stworzona do domu.
Elżbieta zamknęła usta, choć nie było co się obrażać. Nie była leniwa, ale ciągle zmęczona, choćby gdy nic nie robiła.
Nie zamierzam prowadzić gospodarstwa i grzebać w szklarni. To u was kury i świnie, a ja wystarczy mi kwiaty i drzewa.
Żeby po prostu siedzieć w cieniu i podziwiać piękno. A wnukom się przyda. Kupię im dmuchany basen, będą biegać po trawie, a nie wdychać smogu i benzyny.
Kwiaty i drzewa też wymagają pielęgnacji. Upadaj w mieszkaniu, a nie musisz nic robić. Raz w tygodniu przetrzyj kurz, dwa dni w tygodniu umyj podłogę, odkurz i odpoczywaj pobłażliwie zauważyła matka Grażyny.
My naprawdę kochamy pracę w gospodarstwie? zamruwił zięć. Na słowo to piękne, w rzeczywistości dom to bezdenna beczka.
Dzisiaj piec, jutro dach, pojutrze płot. A wszystko to wymaga pieniędzy. Dlatego się dźwigamy.
Nic, poradzimy sobie. Nie jestem sama odpowiedziała stanowczo Elżbieta, rzucając okiem na Janusza.
Grażyna uniosła brew, ale milczała. Przekonać teściową było trudniejsze niż namówić głodnego koguta, by nie jadł kapusty.
Elżbieta tego dnia już nie kłóciła się ze zięciami, jedynie tajemniczo się uśmiechała, niczym Mona Lisa. Po pół roku dumnie prezentowała swój nowy dom i rozkoszowała się zapachem róż z sąsiedniego ogródka. Dom naprawdę był przyzwoity, komfortowy.
Widzicie? Nie wierzyliście mi. Teraz jestem w waszym mieście zapewniła teściowa.
Jednak szczęście nie trwało długo. Najpierw Elżbieta poprosiła syna o pomoc przy drobnym remoncie. Ten przeciągnął się na pół roku, bo Janusz przyjeżdżał tylko w weekendy.
Grażyna narzekała, ale znosiła to. Wierzyła, iż remont kiedyś się skończy i życie wróci do dawnego nurtu.
Gdy farba na płocie wyschła, a nowe tapety pokryły ściany, okazało się, iż lista zadań nie ma końca. Najpierw teściowa straciła prąd na prawie dwa dni. W domu znikły nie tylko światło, ale i woda. Janusz pojechał do matki z butelką wody i workiem cementu, by ją uspokoić.
Wszystko się zatrzymało! A jest taka upał Bez klimatyzacji, bez prysznica To nie życie, to przetrwanie jęczała Elżbieta.
Potem teściowa przygarnęła bezdomnego psa, jakby na chwilę. Okazało się, iż zwierzak ma problemy z nerkami. W wiosce nie było weterynarza, więc trzeba było go przewieźć do miasta. Oczywiście, Janusz.
No cóż, co zrobić, chłopcze chory Przynajmniej strażnik w domu mruknęła Elżbieta, uspokajając psa.
Później Grażyna musiała wyczyścić samochód, bo strażnik mocno się trząsł. I to nie koniec. Pies potrzebował specjalistycznej karmy, a w wiosce nie było sklepów zoologicznych ani dostaw. Kurierem musiał zostać Janusz.
Nie zostawię mamy z chorym zwierzakiem! Wiesz, jaka jest wrażliwa. Potem jeszcze się obwinia odpowiedział, gdy Grażyna zaczęła go krytykować.
Aha, wrażliwa. Piesowi żal, a ludziom jeszcze mniej
Janusz poświęcał matce wszystkie weekendy, a czasem wpadł po pracy w tygodniu. Ostatnio zostawał choćby na noc u teściowej.
Przyjadę, a wy i tak już będziecie spać usprawiedliwiał się. Tak wcześnie wstanę i od razu pojadę do pracy.
Grażyna czekała, aż wszystko się uspokoi, ale nie udawało się. U teściowej przeciekał dach, zapchał się szambo, padał śnieg, rosła trawa Nie chciała już samodzielnie dbać o dom. Nie potrafiła choćby wezwać fachowców.
A co, jeżeli to oszuści? Złodzieje? Zdejmą jeszcze trzy skóry Januszu, mężczyzn boi się każdy. Pomóż mi, znajdź kogoś sumiennego i bądź przy niej błagała Elżbieta.
Cierpliwość Grażyny skończyła się, gdy po raz kolejny wyłączono prąd. Tym razem późną jesienią. Na szczęście, choćby na chwilę, wystarczyło to, by Elżbieta spanikowała.
Grażyno, jutro kupię mamie generator powiedział Janusz spokojnym tonem.
Grażyna napinała się.
Z naszego portfela? spytała, mrużąc oczy, bo wiedziała, iż to nie tania rzecz.
No Wiesz, mama ma teraz napięcie. Prawie całość, co po sprzedaży mieszkania, wydała, a żyje z jednej renty wzruszył ramionami Janusz.
Świetnie. Czyli teraz zapewniamy nie tylko sobie, ale i jej wymarzony dom. Januszu, czy nie przesadzasz z żądaniami swojej mamy?
Mężczyzna zmarszczył brwi i machnął ręką.
Grażyno, przestań. Tam nie ma nic, co by świeciło. Chcesz, żeby zmarzła?
Grażyna przewróciła oczami, ale znów musiała wszystko przełknąć.
Teraz siedziała sama w sypialni i rozważała rozwód. Przecież mąż zawsze gdzieś jest.
Żyjemy całkiem nieźle, chyba Nie, rozwód to za dużo. Trzeba wymyślić coś innego, żeby nie zwariować od zmęczenia pomyślała Grażyna.
I wpadła na pomysł
Po tygodniu wstała wcześniej, po cichu się ubrała. Właśnie miała wyjść, gdy Janusz przeciągnął się ziewając.
Wstajesz tak wcześnie? zapytał, pocierając oczy.
Do rodziców odparła spokojnie, patrząc w lustro.
Co? Dziś? Obiecałem mamie przyciąć gałęzie.
Nie uzgodniłeś tego ze mną. A ja mam też rodziców i oni potrzebują pomocy.
Ale twoich dwójka!
Starzenia się nie da się zignorować. Teraz będziemy tak: jeden dzień w tygodniu poświęcamy twojej mamie, drugi moim rodzicom powiedziała, idąc w stronę korytarza i zatrzymując się.
Ach tak. Nie zapomnij o liście zadań na lodówce. Nie zapomnij odrobić lekcje z dziećmi i zrobić pizzę na obiad, prosili.
Wyszła, czując ciężki wzrok męża, ale nie odwróciła się. Po drodze do rodziców przyłapała się, iż od lat nie myśli o pilnych sprawach i nie śpieszy się nigdzie.
Pomoc rodzicom była symboliczna. Grażyna wróciła na piętro, po czym odpoczywała. Czytała książkę na huśtawce w ogrodzie, wspominała zabawne historie z dzieciństwa przy obiedzie, po prostu leniwo leżała na łóżku. Zapomniała, co to jeść normalnie, a nie połykać jedzenie w biegu pod wiecznym mama!.
Idealnego rozwiązania być może nie będzie. Może Elżbieta nigdy nie sprzeda domu i nie rozwiąże problemów bez pomocy syna.
Jednak teraz Grażyna ma przynajmniej kawałek własnej przestrzeni, którego nie odda. To mała, ale zwycięska bitwa o sprawiedliwość i własny spokój.

1 tydzień temu







