Gdy jesienią Włodzimierz zachorował, wszystko się zmieniło. Sąsiedzi zadzwonili: – Andrzeju, przyjeżdżaj. Twój tata leży, sam się nie podnosi.

3 godzin temu

Kiedy jesienią Władysław zachorował, wszystko się zamieniło. Sąsiedzi zadzwonili: Andrzeju, przyjedź. Twój tata leży, nie sam wstaje.

Gdy Jadwiga odeszła, w chacie na skraju wsi zapanowała cisza. Władysław, jej mąż, został sam. Sąsiedzi powtarzali:

Będzie mu ciężko bez Jadwigi, bo ona wszystko ogarniała: ogródek, dom, kury i krowę.

Lecz on trzymał się. Rankiem otwierał oborę, w południe wychodził na podwórze, coś majstrował, by ręce nie były bezczynne. Siedzieć i smucić się nie w jego naturze. Lata jednak płynęły, po siódmym dziesiątku zdrowie słabło, nogi szwankowały.

Syn Andrzej, który mieszkał w Krakowie, przyjeżdżał często. Siadał obok na ławce:

Tato, może pojedziesz do nas? Będzie ci łatwiej, zadbamy.

Nie, synku odrzucał Władysław. Wy macie własne rodziny, własne troski. A ja co, będę przeszkadzać? Tu jestem w domu, każdy kąt mój.

Andrzej wzdychał. Rozumiał ojcowski charakter: dumny, milczący, nigdy nie lubił litości.

Zewsząd cichła Grażyna, żona Andrzeja, słuchała rozmów i nie dawała się poruszyć. Mieszkała z mężem w Krakowie, pracowała pielęgniarką, miała dwójkę nastolatków Kacpra i Zuzannę. Teść jawił się jej surowy, nieco odległy, jakby ją uznawał, ale bez ciepła.

Lecz kiedy jesienią Władysław zachorował, wszystko się odwróciło. Sąsiedzi znowu zadzwonili:

Andrzeju, przyjedź. Twój tata leży, nie sam wstaje.

Andrzej natychmiast ruszył. W chacie było chłodno, kuchenka pusta. Władysław leżał na łóżku, chudy, garbowany.

Tato pochylił się syn dlaczego milczałeś?

Co machnął ręką stary. Nie chciałem kłaść wam kłopotów na głowy. Przejdzie, wstanę.

Lecz nie wstał. Po wizycie w szpitalu stało się jasne: sam w wiosce nie dociągnie. Andrzej znów namawiał:

Jedź do nas, bliżej szpital, my przy tobie.

Nie chcę być ciężarem. Macie dzieci, pracę A ja komu się przyda?

Wtedy przemówiła Grażyna. Patrzyła na wyczerpanego teścia, w sercu czuła coś jak ból.

Tato powiedziała szczerze po raz pierwszy dość już oporu. Nie jesteś ciężarem, jesteś naszą krwią. Jedź do nas, i będzie dobrze.

Władysław spojrzał na nią zdumiony, jakby po raz pierwszy zobaczył nie tylko synową, ale kobietę o gorącym sercu.

A ty się nie sprzeciwiłaś, synowo? zapytał cicho.

Nie, tato uśmiechnęła się w domu nas wystarczy miejsce. Dzieci się ucieszą.

Tak trafił do miasta. Najpierw było mu dziwnie: hałas, ludzie, wąski podwórek zamiast ogródka. Grażyna robiła wszystko, by poczuł się jak w domu. Gotowała jego ulubiony rosół z fasolą, prała pranie, w pokoju postawiła starą lampę, co przynieśli z wsi.

Pewnego wieczoru rzekł:

Dziękuję ci, córeczko.

Za co, tato?

Że nie pozwoliłeś mi zniknąć. Andrzej jest miły, ale ty jak Jadwiga. Ona też zawsze sercem przyjmowała najcięższe obowiązki.

Grażyna słuchała, łzy przepływały po policzkach. Po raz pierwszy od lat poczuła, iż teść nazwał ją swoją córką.

Czas mijał. Dzieci biegały do dziadka, słuchały jego opowieści o młodości, o tym, jak z babcią budowali chatę. Dziad nauczył wnuka rzeźbić drewniane łódki, a wnuka śpiewać stare pieśni.

I co najdziwniejsze: w chacie, gdzie zawsze wszystko pędziło i nie starczyło czasu, po przybyciu Władysława było więcej ciepła. Grażyna zrozumiała, iż nie ona dała dobro teściowi, ale on podarował rodzinie swoją obecnością.

Andrzej pewnego razu rzekł żonie:

Nie wyobrażałem sobie, iż tak się uda. Tata zawsze był dumny, bałem się, iż nie zgodzicie się.

Nic takiego odparła z uśmiechem trzeba było tylko zobaczyć w nim człowieka, który też potrzebuje miłości.

Władysław zamieszkał w ich rodzinie jeszcze kilka lat. Rozkwitał, mimo chorób. Na święta wszyscy zasiadali przy stole, a on mówił:

Największym szczęściem jest, gdy ktoś poda ci szklankę wody i kiedy masz dla kogo żyć.

Gdy nadszedł jego ostatni dzień, mocno trzymał Grażynę za rękę i szepnął:

Dziękuję, córeczko, iż nie pozwoliłaś mi być samotnym.

Po pogrzebie Grażyna stała długo przy grobie, czując: nie straciła tylko teścia, ale kolejnego ojca.

Idź do oryginalnego materiału