Wraz z nadejściem wiosny życie wraca na osiedle Pustachowa w Gnieźnie. Zazieleniają się drzewa, pojawiają się ptaki, mieszkańcy coraz chętniej wychodzą na spacery. Jednak – jak zwraca uwagę radny miejski Arkadiusz Masłowski – powraca również problem, który od miesięcy budzi niepokój lokalnej społeczności. Chodzi o stan stawu, który – według mieszkańców – stopniowo zarasta i traci wodę, a jego kondycja z roku na rok się pogarsza.
Zielony nalot, który nie znika
Jak relacjonuje radny, na powierzchni zbiornika ponownie pojawił się charakterystyczny zielony nalot. To zjawisko było już wcześniej zgłaszane przez mieszkańców i stało się przedmiotem interwencji. W odpowiedzi wskazywano, iż może to być naturalny proces związany z obecnością glonów lub sinic. Problem w tym – jak podkreśla Masłowski – iż mimo upływu czasu sytuacja nie uległa poprawie.
Zielony nalot, który zgłaszałem już wcześniej w imieniu mieszkańców, jak był – tak jest – wskazuje radny.
Staw, który powoli znika
Zdaniem mieszkańców największe obawy budzi jednak nie sam nalot, ale postępujące zmiany w całym zbiorniku. Zwracają oni uwagę na: obniżający się poziom wody, postępujące zamulanie, zarastanie zbiornika roślinnością i brak widocznych działań naprawczych. To – w ich ocenie – proces, który w dłuższej perspektywie może doprowadzić do degradacji, a choćby zaniku stawu.
Radny wprost mówi o wrażeniu, iż zbiornik „zatrzymał się w czasie”, choć w rzeczywistości – jak sugerują mieszkańcy – zmiany postępują.
Były zgłoszenia i odpowiedzi. Brakuje efektów
Sprawa nie jest nowa. Jak przypomina Masłowski, była już wcześniej zgłaszana do odpowiednich instytucji. Pojawiły się również odpowiedzi i wyjaśnienia. Jednak – jak wynika z obecnych relacji – nie przełożyły się one na konkretne działania w terenie. To właśnie ten brak efektów staje się dziś głównym zarzutem.
„Gnieźnieński niedasizm” – gorzka diagnoza
W swoim wpisie radny używa mocnego określenia, które nadaje sprawie szerszy kontekst.
Wygląda na to, iż nad tym stawem na dobre zagościł… gnieźnieński niedasizm – komentuje.
To nie tylko krytyka konkretnej sytuacji, ale również szersza uwaga dotycząca sposobu rozwiązywania lokalnych problemów. Bo – jak sugerują mieszkańcy – nie chodzi o brak wiedzy o problemie. Chodzi o brak decyzji i realnych działań.
Mały zbiornik, duży problem lokalny
Choć staw na Pustachowie nie jest dużym akwenem, pełni istotną funkcję w lokalnej przestrzeni. To miejsce spacerów, kontaktu z naturą i codziennego odpoczynku mieszkańców. Jego stan wpływa nie tylko na estetykę, ale również na komfort życia w tej części miasta. Dlatego – jak podkreślają mieszkańcy – sprawa, choć może wydawać się „niewielka”, ma dla nich realne znaczenie.
Czy pojawią się konkretne działania?
Powrót tematu do debaty publicznej może być sygnałem, iż sprawa znów nabiera znaczenia. Pytanie pozostaje jednak niezmienne: czy tym razem pojawią się konkretne decyzje i działania, które zatrzymają degradację zbiornika? Bo jeżeli nie – jak sugerują mieszkańcy – problem nie zniknie. Zniknąć może za to sam staw.

1 tydzień temu







