Honeycomb: The World Beyond – recenzja gry. Kosmiczny survival

3 godzin temu

Survival to jeden z moich ulubionych gatunków gier. Dlatego Honeycomb: The World Beyond od razu wzbudziło moje zainteresowanie. Do tego akcja dzieje się kosmosie, a na trailerach widzimy piękną, malowniczą krainę zamiast mrocznych lasów i morderczych macek. I chociaż mroczne tytuły też mają swój klimat, cosy gra o podboju planety to miła odmiana.

Honeycomb: The World Beyond to gra pierwszoosobowa. Ludzkość, jak zwykle, spartaczyła sprawę i wyniszczyła Ziemię, sprawiając, iż stała się niemal niezdatna do życia. Logiczną konsekwencją tego stanu rzeczy było wysłanie misji badawczej w kosmos, aby znaleźć wśród gwiazd nowy dom. Tym razem padło na Sota 7, a naszym zadaniem jest sprawdzenie, czy planeta nadaje się do zamieszkania. W wyniku nie do końca znanych komplikacji lądujemy na Sota 7 jako pierwsi i musimy radzić sobie sami.

Tytuł ma polski dubbing, co było dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Bohaterka rozmawia sporo ze sztuczną inteligencją, która usłużnie przypomina jej na bieżąco o podstawowych celach misji. Poza tym nie stroni też od mówienia do samej siebie, a chociaż znam angielski całkiem nieźle, to jednoczesne słuchanie dialogów w obcym języku i aktywna eksploracja zawsze były dla mnie niekomfortowe.

fot.: kadr z gry

Grafika jest całkiem przyjemna dla oka. Obca planeta potrafi wyglądać ładnie, ale trudno mówić o czymś wybitnym. Napotkane zwierzęta są całkiem urocze, a to, jak wiadomo, w grach jest jeden z kluczowych elementów. Znacznie gorzej wypada flora. Irytująco wiele roślin wygląda, jakby można z nimi było wejść w interakcje, ale się nie da.

System budowania bazy okazał się prosty i intuicyjny. Jak wiadomo, ulepszanie wyposażenia i zbieranie surowców to najważniejszy element w takich tytułach. Honeycomb wprowadza interesujące gadżety i liczne usprawnienia, które pomagają skuteczniej szukać najważniejszych dla nas składników. Nie zapominajmy jednak, iż przybyliśmy na planetę przede wszystkim w roli badacza.

Sama eksploracja wypada trochę słabo. Ciągle się gubiłam, brakowało mi minimapy i – jak już wspomniałam – wszędzie napotykałam rośliny, które wyglądały, jakbym mogła je zebrać, ale po podejściu okazywało się, iż jednak nie. W efekcie przez sporą część gry korzystałam z trybu podświetlającego możliwe do zebrania przedmioty. Minus tego był taki, iż ten podgląd zmieniał mi kolory otoczenia.

fot.: kadr z gry

Na swoją obronę tytuł ma interesujące mechaniki. Nie jesteśmy przecież zwykłymi rozbitkami na obcej planecie. Przybyliśmy na Sota 7 w celach badawczych. Poza przetrwaniem i rozwijaniem bazy naszym zadaniem jest zbadanie fauny i flory. Do tego dochodzi możliwość krzyżowania gatunków i tworzenia hybryd. Spodobało mi się, iż twórcy pamiętali o niezbędnej roli zapylaczy. W efekcie, abyśmy mogli hodować rośliny, w naszej bazie najpierw musiały zamieszkać pszczoły. A o ile chodzi o zwierzęta, możliwość ich oswajania z początku była ciekawa, ale gwałtownie zamieniła się w dość żmudny proces.

Warto zaznaczyć też, iż Honeycomb nie jest szczególnie wymagającym tytułem. Chociaż wprowadza dość interesujący system toksycznego powietrza (w końcu to obca planeta) i musimy budować swoją odporność, to śmierć podczas eksploracji nie niesie ze sobą poważnych konsekwencji. Po prostu budzimy się z powrotem w kapsule, w której wylądowaliśmy na Sota 7, i to z całym naszym ekwipunkiem.

Podsumowując, Honeycomb: The World Beyond to przede wszystkim gra dla osób, które lubią spokojną eksplorację, ciągłe ulepszanie ekwipunku i eksperymentowanie. Nie doświadczymy agresywnego survival, który codziennie próbuje zabić gracza na pięć nowych sposobów. Tytuł nie jest pozbawiony wad, ale dzięki swoim nietypowym mechanikom potrafi zainteresować i sprawić, iż chce się sprawdzić, co jeszcze można stworzyć i odkryć na tej obcej planecie.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Outreach. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału