Kochana Mamusia

1 tydzień temu

Mamusia

Ej, kociaku z ogonem! Czyj ty jesteś? Zuzanna zatrzymała się, przyglądając się dużemu rudemu kotu, który siedział pod jej drzwiami.

Kiedy spotkała kocura, on choćby nie drgnął. choćby nie spojrzał w jej stronę. Tylko jego postrzępione ucho lekko się poruszyło, jakby dawał znak: Słyszę cię, słyszę, ale nie odpowiem!

No i nie musisz! burknęła Zuzanna, lekko urażona, sięgając do torby po klucze.

Kot, jakby rozumiał, co robi, nieco się przesunął, ustępując miejsca wyłącznie tyle, żeby jej nie przeszkadzać, ale cały czas śledził każdy jej ruch.

Kiedy w końcu znalazła klucze, przez chwilę szarpała się z zamkiem, stale zerkając na nieproszonego gościa.

To mieszkanie ona i jej mąż Piotr kupili zaledwie dwa miesiące temu. Maleńkie, dwupokojowe, a jednak stanowiło spełnienie ich marzeń. Ktoś mógłby powiedzieć, iż nie wypada zadowalać się lokalem w starej kamienicy w centrum Warszawy, iż trzeba mierzyć wyżej. Ale Zuzanna i Piotr wybuchliby tamtemu śmiechem prosto w twarz. Jeszcze pół roku temu choćby nie marzyli o własnym kącie. Gnieździli się w pokoju u dziadka w bloku na Pradze i wystarczało im już to, iż mają choćby kawałek prywatności.

Zuzka, tylko z sąsiadami się nie kłóćcie! Teściowa Zuzanny, pani Jadwiga, pomagała jej jeszcze ogarniać pokój przed ślubem. To dobrzy ludzie. Choć popijają.

Czym są dobrzy, jeżeli tyle piją? Zuzanna żartobliwie się zaśmiała, wykręcając ścierkę i odgarniając niesforne loki z czoła.

Jej burza włosów zachwycała Piotra, ale do sprzątania była przekleństwem. Choćby nie wiem jak je spinała, uparcie wymykały się spod spinek i plątały jej się przed oczami jak szalone dzieci mleczów.

Trudno wyjaśnić, Jadwiga pokręciła głową. Dużo przeszli. Nie wszyscy potrafią mądrze radzić sobie z losem.

To Zuzka rozumiała. Jako sierota w rodzinie zastępczej, która pozbyła się jej natychmiast, gdy stuknęła osiemnastka, wiedziała, jak łatwo ludzie żałują samych siebie, ignorując tych, którzy od nich zależą.

Matka zostawiła ją na Dworcu Centralnym, mając zaledwie trzy latka. Na ławce, z karteczką wsuniętą do kieszonki kurtki i jedno-uchem pluszowym zajączkiem Basiem. Kazała siedzieć i czekać. Mała Zuzka siedziała, tuląc Baska, powstrzymując łzy, bo przecież jeżeli wstanie i pójdzie do toalety, mama się zdenerwuje, a może choćby uderzy. Więc wierciła się, zerkając na drzwi.

Mama nie wróciła. Przyszedł za to duży pan w granatowym mundurze. Coś zapytał, na co Zuzka zawzięcie kręciła głową. Łez już nie miała, była tylko głodna, zmarznięta i zmęczona, nie rozumiała pytań. Dopiero gdy dotknął uszka Baska i zapytał:

Jak się twój uszatek nazywa?

Zuzka prawie roztajała. Podniosła oczy i szepnęła:

Basio

Pan pogładził zajączka po głowie, potem dziewczynkę i zapytał:

Mama dawno poszła?

Wtedy Zuzka nie wytrzymała. Rozpłakała się na głos, zaskakując nie tylko policjanta, który zaczął machać radiem i coś wołać, ale też wszystkich dookoła. Na pełnej ludzi poczekalni nikt dotąd nie zauważył samotnego dziecka.

Dlaczego matka to zrobiła, Zuzka dowiedziała się dopiero przed maturą, gdy przy szkole pojawiła się kobieta, rozkładając ręce:

Córeczko, znalazłam cię! Przytul mamę! Tak za tobą tęskniłam!

Wtedy Zuzka żyła już w rodzinie zastępczej, gdzie wraz z szóstką dzieci nie zaznała głodu, ale ciepła i miłości też nigdy. Wszyscy wiedzieli: jak skończy osiemnaście lat, będzie musiała zrobić miejsce kolejnemu dziecku. Długu i opieki nie brakowało, uczuć tak.

Choć chciała wybiec matce naprzeciw, po latach siedzenia w nocy z Basiem pod poduszką i marzeniach o mamie, to powstrzymała się. Bo wiedziała prawdziwe matki dzieci nie zostawiają, a ona nie chciała tych łez sztucznych i zapewnień.

Jedna z sióstr, Natalia, studiująca w klasie z Zuzką, zainterweniowała, gdy ta cofnęła się przed nieznajomą:

Zuzka, kto to? Natalia stanowczo stanęła między nimi.

Nie wiem odpowiedziała cicho Zuzka, czując, jak kręci jej się w głowie od zamętu.

Pani, pomyliła się pani! To moja siostra! Proszę odejść! Natalia wzięła Zuzkę za rękę i odciągnęła z boiska. Wszystko powiem mamie! Spadać!

Zuzka, która z Natalią miała na co dzień raczej neutralne relacje, ścisnęła jej dłoń z wdzięcznością. Tego dnia przyszły do domu trzymając się za ręce. Kandydatka na matkę zastępczą patrzyła na nie zaskoczona, a one zgodnie wzruszyły ramionami:

Co, co?!

Od tej pory Zuzka miała siostrę.

Natalia, którą ojciec zostawił, też skrycie pragnęła kogoś bliskiego. I nie musiał być rodzony.

Z prawdziwą matką spotkała się później. Ta przychodziła pod szkołę codziennie, już nie obejmowała, tylko prosiła:

Porozmawiaj ze mną, córeczko!

To Córeczko drażniło Zuzkę. Natalia wzruszała ramionami:

Niech sobie mówi. To tylko słowa.

To właśnie ona doradziła Zuzce pogadać z matką:

Nic nie stracisz, a dowiesz się, czemu cię porzuciła. Wymagaj odpowiedzi może wtedy przestaniesz myśleć, iż jesteś winna.

Skąd wiesz, iż tak myślę?! Zuzka aż otworzyła usta ze zdumienia.

Każda tak myśli. Czym żeśmy się naraziły, iż nas opuścili?

Ty też?

Ja też.

Nigdy o tym nie mówiłaś

Ty też nie. O takich rzeczach się milczy. I płacze po kryjomu. Ale dorastamy, trzeba iść dalej.

Rozmowa z matką nic istotnego w życiu Zuzki nie zmieniła.

Zostawiłaś mnie.

Wybacz mi, córeczko!

Nie mów do mnie tak! To odpychające!

Dobrze, dobrze! Nie będę. Nie złość się!

Dlaczego to zrobiłaś?

Trudno mi było. Brakowało mi pomocy i wsparcia. Ojciec cię wygnał.

Czemu?

Powiedziałam mu, iż nie jesteś jego.

To prawda?

Nie

Po co więc?

Pokłóciliśmy się. Byliśmy młodzi, głupi. Rozeszliśmy się…

A potem?

Pokłóciłam się z mamą i postanowiłam wyjechać. Ale gdzie z dzieckiem? Zostawiłam cię z myślą, iż ktoś się tobą zaopiekuje. Napisałam w liściku, iż wrócę…

Myślałaś, iż papier wystarczy? Kim ty jesteś?

Wiem, zawiniłam… jeżeli pozwolisz mi to naprawić…

Czego chcesz naprawiać? Oddasz mi stracone lata? Wybacz, ale nie chcę cię widzieć. Nie przychodź.

Nie wybaczysz mi?

Nie wiem. A choćby jeśli, nie zapomnę. Rozumiesz? Nie potrafię!

Ale czego masz zapominać? Byłaś za mała, nic nie pamiętasz!

Po tych słowach Zuzka po prostu wyszła. Właśnie wtedy postanowiła, iż już nikt nigdy nie zadecyduje za nią.

Natalia dobrze zrozumiała ten gest.

Rób tak, jak czujesz. jeżeli uważasz to za adekwatne, nie żałuj. Idź naprzód!

Nataszka, jesteś taka mądra…

Jeszcze nie, ale będę. Chcę się uczyć!

Kim chcesz zostać?

Psycholożką. Może wtedy zrozumiem, jak dobrze żyć.

Później śmiały się z tych rozmów. Kilka lat później, gdy Natalia była już żoną i mamą córeczki, powiedziała Zuzce:

Głupstwa! I tak nikt nie wie, jak trzeba. Ani ty, ani ja, ani nikt.

To jak żyć, Natalia?

Jak? Wesoło! Tak, by twoim było dobrze, ciepło i spokojnie, a cudzy zazdrościć nie chcieli.

Dobrze sobie radzisz.

Staram się! Natalia śmiała się, przewijając córkę.

Zuzka, patrząc na nią, zaczęła łagodniej patrzeć na swoje kłopoty.

No i co z tego, iż ich mieszkanie to tylko pokój w kamienicy? Przynajmniej jest w centrum, blisko pracy. Trochę własnego remontu i życie jest prawie piękne! Jadwiga miała rację: sąsiedzi porządni ludzie. Tak, stracili dziecko i piją, by uciec od smutku, ale nikogo nie sprowadzają, nie przeszkadzają. A współczucie jest ważne.

Zuzka nie od razu się tego nauczyła. Nikt jej nigdy nie żałował, poza Natalią.

Pomogła też teściowa i dziadek.

Jadwiga była energiczna, uparta, ale i miła, gotowa do poświęceń. Jednym z nich było zaakceptowanie Zuzanny jak córki. Natalia nazwała to bohaterstwem.

Tylko nie licz na wiele, Zuzka Natalia szykowała siostrę na spotkanie z rodziną Piotra. Jesteś sierotą, z pustymi rękoma, ani mieszkania, ani samochodu.

Ale dostałam miejsce w kolejce! Urząd przyznał!

I pamiętasz numer w kolejce? Będziesz czekać i czekać, aż świnia nauczy się latać. Nie licz na cud. Licz na siebie i nie mów nic teściowej. Po co.

Czemu?

Jak dostaniesz, wtedy się pochwal.

Ach, o to chodzi…

I nie wchodź w jeża przed matką Piotra.

Nataszka, traktujesz mnie jak dziecko?

Chcę, żebyś dała się jej poznać. Ona nie musi cię lubić tylko dlatego, iż jej syn cię wybrał. To potrzeba czasu.

Zuzka to rozumiała.

Jadwiga początkowo nie przypadła jej do gustu. Głośna, wyrazista, lubiła poprawiać ludziom życie. Zuzka była nieprzyzwyczajona do troski, więc rozdrażniało ją choćby entuzjastyczne kupowanie prezentów przez Jadwigę.

Zuzka, mam stare palto. Pomożesz mi znaleźć nowe?

A jak?

Chodź ze mną do galerii. Arka nie znosi sklepów, a ja nienawidzę pierwszej lepszej szmaty łapać. Trzeba mi cierpliwości, a mężczyzna się nie nadaje.

Zuzka zgadzała się niechętnie, ale wracała zawsze z naręczem rzeczy kilka dla Jadwigi, większość dla niej samej: nowa kurtka, buty… Jadwiga zręcznie kupowała jej wymarzone drobiazgi.

Kto ona była dla Jadwigi? Synowa? Prawie, ale bardziej obca dziewczyna, którą przyprowadził Piotr. Opiekować się nią i kochać? To rzadkość raczej rzecz z bajek. Dlatego Zuzka długo ostrożnie przyjmowała podarunki i rozmowy, pamiętając rady Natalii.

Jadwiga wydawała się ją rozumieć i nie narzucała się za bardzo. Zrozumiała też potrzebę własnego kąta.

Dziadek już wiekowy, czas zabrać go do siebie. Piotr, zwolnisz pokój.

Mamo, a my?

Do dziadka. On do mnie, wy na swoje. Młodzi powinni mieszkać osobno.

Dziadek, przysłuchując się temu, tylko się uśmiechał. Po przeprowadzce w niedzielę budził córkę i mówił:

Zbieraj się, śpiochu! Czas na spacer!

Jadwiga westchnęła, wyskoczyła z łóżka i prowadziła go do parku, a potem okładała zimną wodą.

Tato, czy dobrze robię?

Młodzi muszą nauczyć się życia. Nie wtrącaj się za bardzo, póki nie poproszą o pomoc! Ale Zuzkę masz traktować jak córkę, tylko nie przesadzaj z opieką.

Jadwiga słuchała. Do dzieci zaglądała tylko wtedy, kiedy zaprosiły. Rad nie wciskała, powtarzając sobie, iż sama była młoda. Teściowa wydawała się szorstka, póki nie urodził się Piotr. Wtedy doceniła jej pomoc.

Ty jesteś matką! przekonywała ją teściowa Każda kobieta uczy się macierzyństwa dopiero trzymając pierwszy raz swoje dziecko. Nikt nie potrafi wszystkiego od razu. Zapamiętaj matka nigdy nie zrobi źle własnemu dziecku! A jak czegoś nie wiesz pytaj. Pomogę.

Dziadek i babcia umarli, gdy Piotr był mały, ale Jadwiga powtarzała mu:

Byłeś kochany ponad życie! Twój tatuś nie mógł się doczekać, kiedy nauczysz się kopać piłkę…

Mamo, dlaczego on zginął?

Nie wiem… Tego dnia był mglisty poranek, jechał z babcią odwiedzić siostrę… Rodzina najważniejsza, prawda? Gdy los chce inaczej, nie mamy nic do powiedzenia.

Tęsknisz?

Bardzo. Gdyby nie ty i dziadek, nie wiem co by ze mnie zostało.

Może dlatego, kiedy w domu pojawiła się Zuzka, Jadwiga nie oponowała. jeżeli syn wybrał, to trzeba się pogodzić.

Z Zuzką bywało trudno, zwłaszcza na początku. Kolczasta z natury, powoli zaczęła mięknąć wobec Jadwigi, traktując ją coraz mniej jak przeszkodę, a coraz bardziej jak kogoś bliskiego.

Kiedy dziadek zaproponował sprzedaż pokoju, Zuzka się zasmuciła.

Martwisz się, iż nie będziecie mieli gdzie mieszkać? spytał wtedy dziadek.

Nie. Jesteśmy dorośli, wynajmiemy coś. Piotr dopiero zmienił pracę, jeszcze nie wiemy, czy starczy na własne. Ale coś tam odkładamy.

Samodzielnie sobie radzisz! Bohaterka, nie śmiała się z własnych marzeń. Dziadek pogładził ją po policzku i zaprosił na herbatę.

Wiesz, współczucie trzeba umieć okazać adekwatnym ludziom. Współczucie nie zawsze jest potrzebne wszystkim.

A ja cię bardzo lubię.

I ja ciebie. Wiesz, kiedy serce chce okazać czułość, nie ma w tym nic złego. Warto kochać innych i zwierzaki też.

Ale ja nie lubię, jak mnie ktoś żałuje!

To źle? Prawdziwe współczucie nie jest pogardą, to po prostu troska. Trzeba wiedzieć, kiedy współczuć, a kiedy pozwolić, by ktoś sam uporał się z losem.

Właśnie tego dnia przypomniał jej się ten dialog, gdy stała pod drzwiami ich wymarzonego mieszkania z rudym kotem. Kot może właśnie tego oczekiwał odrobiny czułości. Dał się pogłaskać, ale na zaproszenie do środka… uciekł gdzieś wyżej.

No pięknie… westchnęła lekko obrażona Zuzanna i już miała zamykać drzwi, kiedy na schodach znów pojawił się ogoniastek.

I nie był już sam.

Rudy kocurek, którego niósł za kark, był jego mniejszą wersją.

No proszę! Zuzanna wzięła mruczące, kocie maleństwo na ręce, a kocur znów pobiegł w górę schodów.

Po chwili zniósł drugiego, jeszcze bardziej rozbrykanego kota. Śmiała się z całego serca, widząc, jak kot co rusz upuszczał kociaka i uparcie próbował przynieść do niej.

Mamusia z ciebie jak nic! śmiała się Zuzanna, otwierając szerzej drzwi Wchodźcie już całą gromadą! Jeszcze ktoś został?

Kot przeszedł przez próg, czujnie patrząc, jak Zuzanna tuli kocięta.

Śmiało! Tu was nikt nie skrzywdzi. Gdzie wasza mama?

Na pytanie nie odpowiedział. Chwycił kociaka, kiedy Zuzanna położyła go na podłogę, i zaczął pokazywać, jak korzystać z kuwety.

Faktycznie, z ciebie mamusia jak się patrzy! Zuzka ściszyła głos, by nie wystraszyć kociąt. Idę zobaczyć, co mam w lodówce… nakarmić was też trzeba, co?

Kot okazał pełną aprobatę, więc Zuzka pobiegła na kuchnię.

Wieczorem zebrała rodzinę na naradę.

Pani Jadwigo, jeżeli pani się nie zgodzi, będę chciała im znaleźć dom. Na ulicę nie wypuszczę. Szkoda mi tych kotów, a kociaki malutkie. Nie wiem, gdzie ich mama ani czemu opiekuje się nimi ten kocur, to bardzo dziwne.

Zuzanno, to wasze mieszkanie. Wy decydujecie. Ale powiedz lepiej czym je nakarmiłaś?

Mlekiem. Dobrze, iż już umieją pić z miski.

Jak dorosną, jednego zabiorę. Resztę… znajdziesz im dom?

Tak, a kota zostawię sobie. Będę się od niego uczyć.

Czego to? zdziwiła się Jadwiga.

Piotr tylko się uśmiechnął i dał znak żonie, by powiedziała to, co od tygodnia ukrywali przed teściową, na jej urodziny.

Jak być dobrą mamą… Teraz mam dwóch nauczycieli panią i tego oto kociego niańka…

Zuzanna pogłaskała kota po uchu i gdy Jadwiga ją uścisnęła rozkleiła się na dobre.

Bo życie uczy nie ten największy zasługuje na współczucie, kto się najgłośniej żali. ale ten, kto daje innym dom i serce, wraca do siebie najwięcej. Uczmy się więc nie bać okazywać troski, bo dzięki temu świat staje się lepszy dla nas i dla tych, których spotykamy na swojej drodze.

Idź do oryginalnego materiału