Leśna Straż – recenzja gry planszowej. Przychodzi ptaszek, żaba, jeżyk i mysz do lasu…

11 godzin temu

Któż nie ma słabości do małych, słodkich zwierzątek? Przez moje ręce przeszedł jakiś pierdyliard planszówek z tym motywem, jednak z opisu żadna nie zapowiadała się tak dobrze, jak Leśna Straż od wydawnictwa Rebel.

No bo posłuchajcie tego: w grze Leśna Straż wcielamy się w jednego z czterech możliwych bohaterów (ubranych w niezwykle klimatyczne stroje) – żabkę, jeżyka, ptaszka lub myszkę – a następnie wyruszamy w świat, aby udowodnić innym, iż to właśnie my zasługujemy na tytuł Leśnego Strażnika. Selling pointem dla mnie było jednak to jedno zdanie z opisu gry: w czasie naszej podróży spotkamy też wiele intrygujących stworzeń, a przebieg niektórych z tych spotkań będzie zależał od podjętych przez nas decyzji. Czyli nie dość, iż jesteś słodkim zwierzątkiem, któremu musisz pomóc w zdobyciu tytułu leśnego strażnika, to jeszcze Twoje decyzje w trakcie gry będą miały jakieś znaczenie i wpływ pod kątem fabularnym? Córeczko, tatuś nie ma teraz czasu w takie głupoty jak zrobienie kolacji – musi pomóc małej myszce zostać bohaterem!

Niestety, jak się okazało podczas rozgrywki, wyobraźnia redaktora Wdowika i wygórowane oczekiwania po raz kolejny spłatały mu figla…

Trochę o zasadach. W każdej rundzie gracze będą mogli wykonać w swojej turze 3 akcje. 2 opcjonalne – ruch po mapie oraz zagranie karty – i 1 obowiązkową, czyli wyłożenie 1 z 4 żetonów łap na planszę. Możemy dzięki temu m.in. uzupełnić zasoby, odwiedzić sklep, spotkać się z nieznajomym czy udać się na 1 z 3 niebezpiecznych wypraw. Runda kończy się, gdy wszyscy gracze wykorzystali wszystkie żetony łap, a cała gra dobiega końca po 4 rundach. O zwycięstwie decyduje liczba punktów sławy, które gracze zebrali podczas rozgrywki.

Zacznijmy od pozytywów. Leśna Straż wygląda wprost cudownie, a to odczucie zaczyna się jeszcze przed obejrzeniem zawartości. Spójrzcie tylko na to pudełko! Człowiek aż chciałby wejść do tego lasu i oprzeć się o pień drzewa, porozmawiać z kandydatami na leśnego strażnika. Po otwarciu pudełka wcale nie jest gorzej – wykonanie komponentów to istny majstersztyk. Jest kolorowo, szczegółowo i spójnie z jedną, przedstawioną wizją. Insert został przy tym bardzo pomyślnie skonstruowany, bo jego część można wyjąć z pudełka i postawić obok planszy, aby stanowił bank zasobów. Poza zasobami, wszystko w zasadzie mieści się na ogromnej planszy oraz zmyślnie skonstruowanych planszetkach graczy. To zdecydowanie jedna z lepiej przemyślanych pod kątem organizacji miejsca planszówek, z jakimi miałem do czynienia. Sama instrukcja zaś – choć wielostronicowa – w bardzo przystępny i łatwy sposób przeprowadzi nas przez zasady.

Rozgrywka jest jednak zwyczajnie niesatysfakcjonująca. Mimo rywalizacji o miano leśnego strażnika, występuje tu naprawdę kilka interakcji między graczami. choćby jeżeli już mamy jej możliwość – najczęściej nie warto marnować na to ruchu i zasobów. Bo mimo tego, iż gra teoretycznie daje nam wiele możliwości na zwycięstwo (czyli zdobycie punktów sławy), tak po kilku rozgrywkach wydaje mi się, iż jest jedna, pewna droga – wspomniane przeze mnie niebezpieczne wyprawy. Próbowałem podążać innymi ścieżkami – walczyć z nieznajomymi czy zagrywać jak najwięcej kart – ale tu z kolei ma się niewielki wpływ na swój los. jeżeli dociągnięte karty Ci nie podejdą, ciężko o dogonienie przeciwników, a przy wyprawach masz znacznie większą kontrolę nad swoim szczęściem.

Sporym zawodem okazały się także wybory moralne. Może zbytnio urosło to w mojej głowie i liczyłem na bardziej fabularną grę, wiecie, w stylu odwiedzasz chatkę dawnego strażnika i dostajesz od niego misję, które możesz wykonać na 2-3 sposoby. Tak dobrze nie jest, bo wybory ograniczają się do tego, czy będziemy dobrzy i ułatwimy rozgrywkę innym, czy będziemy źli i utrudnimy ją w zasadzie wszystkim. Ten potencjał nie został moim zdaniem w pełni wykorzystany. Jedno co muszę jednak przyznać, to gdy zobaczyłem kartę Porwanie, dającą negatywny wskaźnik moralności, a na niej ilustrację, jak żaba ciągnie za sobą dwie związane, przerażone myszy – dawno nie poczułem takiego dyskomfortu obcując z popkulturą. Fajne, ale ta jedna ilustracja łączy się z moją główną wątpliwością odnośnie Leśnej Straży. Dla kogo adekwatnie jest ta gra?

Bo tak: dla kategorii wiekowej do lat 10, to ta gra jest za trudna. Nastolatkowie to raczej w tym wieku starają się odbiegać od jeżyków i myszek w przebrankach, bo w końcu są nastolatkami i w ich mniemaniu powinni już interesować się bardziej dorosłymi rzeczami. Studenci, dorośli? Nie widzę tego. A jednak planszówka ta (podobnie jak każda odsłona Everdell) zbiera naprawdę fenomenalne oceny – 8.4 na BGG! Dlatego serio, jeżeli ktoś grał w Leśną Straż (albo chociażby to Everdell), napiszcie w komentarzu, co widzicie w tej grze, co daje wam przyjemność w obcowaniu z nią – chętnie poznam waszą perspektywę, bo może ja zwyczajnie źle podchodzę do tego tytułu.

Tymczasem jednak – jak lubię małe, słodkie zwierzątka, tak gry z nimi – jak się utwierdziłem podczas grania w recenzowany tu tytuł – zdecydowanie nie są dla mnie. Bo o ile niesamowitą przyjemność daje mi klimat takiej planszówki czy ilustracje kart, tak sama rozgrywka jest zwyczajnie niesatysfakcjonująca. I to już drugi taki przypadek po sprawdzanym przeze mnie ongiś i wspomnianym już Everdell. Szkoda!

Idź do oryginalnego materiału