Znaleziony w Krakowie po brutalnym okaleczeniu, przeżył dzięki pomocy ludzi, przeszedł leczenie i znalazł kochający dom. Jego powrót do życia śledziliśmy również na KRKnews.pl. Teraz opiekunowie przekazali smutną wiadomość. „Nasz mały wojownik wczoraj odszedł” – napisała jego opiekunka.
Marcyś poczuł się gorzej. Problem z pęcherzem wymagał pilnej interwencji weterynaryjnej i operacji ratującej życie. Zabieg był obarczony ryzykiem, ale przyniósł nadzieję, iż królik wróci do domu. Wtedy jego serce się zatrzymało.
„Gdy myśleliśmy iż możemy odetchnąć z ulgą i Marcyś może wracać do nas jego serduszko się zatrzymało” – napisała opiekunka.
W pożegnaniu prosi o uszanowanie żałoby. Przypomina, iż Marcyś był niepełnosprawnym królikiem, a ostatnie miesiące podporządkowano jego potrzebom. Każda decyzja dotycząca leczenia i codziennej opieki miała służyć jego dobru.
Wszystko zaczęło się pod krzakiem w Krakowie
11 lutego 2026 roku pani Julia znalazła ciężko rannego królika w Ogrodzie Kasztanowym, niedaleko Dworca Głównego. Zwierzę leżało pod krzakiem. Miało obcięte uszy, rany cięte i połamane kości. Natychmiast trafiło do lecznicy, a jego ratowaniem zajęło się Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Otrzymało imię Marcyś. Tak zaczęła się historia, którą opisywaliśmy na KRKnews.pl.
Lekarze walczyli o jego życie i próbowali uratować łapki. Pojawiające się oznaki martwicy budziły szczególny niepokój. Królik był osłabiony, większość czasu przesypiał, ale miał apetyt. Każda wiadomość o poprawie jego stanu dawała nadzieję ludziom zaangażowanym w pomoc.
Do wsparcia Marcysia włączyła się także redakcja KRKnews.pl, oferując pomoc finansową w leczeniu. KTOZ zachęcało do darowizn i wirtualnej adopcji. Informowaliśmy wówczas o kolejnych etapach walki o jego zdrowie.
Dostał dom, opiekę i szansę
W drugiej połowie lutego pojawiła się długo wyczekiwana wiadomość: Marcyś mógł opuścić lecznicę. Reagował na człowieka, lubił głaskanie i chętnie jadł. Wciąż potrzebował czasu, by nabrać sił.
Do nowego domu przygotowano mu wyprawkę z darów: specjalne maty, podkłady, siano i zioła. Pomoc była tak duża, iż skorzystały z niej również inne króliki i gryzonie pozostające pod opieką placówki. O przygotowaniach do przeprowadzki pisaliśmy 18 lutego.
Marcyś zamieszkał u pani Kasi. Na profilu „Nowe życie Marcysia” pokazywała jego codzienność, postępy i chwile bliskości. W kilka dni zgromadziła się tam społeczność licząca kilkanaście tysięcy obserwatorów. Pomimo wysiłków lekarzy nie udało się uratować wszystkich kończyn królika. Nowy dom oznaczał więc również opiekę dostosowaną do jego niepełnosprawności. Tę część jego historii przypominaliśmy pod koniec lutego.
Dziś opiekunka przypomina, iż za zdjęciami i kolejnymi dobrymi wiadomościami kryła się codzienna troska o zwierzę, które przez cały czas zmagało się ze skutkami doznanej krzywdy.
„Każda decyzja jaką podejmowaliśmy była kierowana jego dobrem, ostatnie miesiące były dostosowane do niego i pod niego” – podkreśla w pożegnaniu.
Sprawca został skazany
Dwa tygodnie po odnalezieniu Marcysia policja zatrzymała 21-letniego mężczyznę. Przyznał się do winy. W lipcu informowaliśmy, powołując się na KTOZ, iż wyrok w jego sprawie jest prawomocny.
Sąd skazał sprawcę na pięć miesięcy więzienia, orzekł 15-letni zakaz posiadania zwierząt, przepadek królika oraz 10 tys. zł nawiązki na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Wiadomość o rozstrzygnięciu opublikowaliśmy 27 lipca.
„Ten niecały kilogram króliczka miał moc”
W pożegnalnym wpisie opiekunka dziękuje wszystkim, którzy towarzyszyli Marcysiowi. Przypomina, iż jego historia zwróciła uwagę na przemoc wobec małych zwierząt i ich bezdomność. Prosi, by zainteresowanie ich losem nie skończyło się wraz z jego odejściem.
„Marcyń stał się także symbolem walki i siły ale także wielkiej empatii i dobra”.
Przez kolejne miesiące wokół królika gromadzili się ludzie, którzy kibicowali mu i wspierali jego opiekunów. To do nich skierowane są słowa podziękowania:
„Chciałabym podziękować Wam za ogrom dobroci z jaką się tu spotkaliśmy, ten niecały kilogram króliczka miał moc”.
Opiekunowie potrzebują teraz czasu w żałobę, ale zapowiadają, iż będą dalej pomagać. Pod ich opieką pozostają inne króliki wymagające troski.
„Chcemy jednak przez cały czas pomagać bo to się nie zmieni, mam nadzieję iż zostaniecie z nami, dla Marcysia”.

1 tydzień temu








