O różach i śledziach, czyli sprawa dla reportera… taka dygresja…

wschodni24.pl 2 godzin temu

Do kwiaciarni zaszedłem w czwartek, bo to okazja była ku temu, by metodą kupna,
bukiet róż nabyć – dla małżonki, bo urodzin jej rocznica właśnie wypadła. Tak
wcześniej nieco myślałem o słoiku śledzi, co to pewien jegomość kupując swej
wybrance, bohaterem „Sprawy dla reportera” choćby został, ale tak posiedziałem,
pomyślałem chwilę, a iż parcie na szkło i wizytę pani Jaworowicz u mnie raczej nie
potężne, to te kwiaty myślę kupię. Niepraktyczne to, bo zwiędną, a te śledzie… no
mogły głód choć zaspokoić trochę… No mogły, ale iż praktyk ze mnie też
nienachalny zbytnio… no to jestem po te róże…

Dygresja pierwsza
Dawnom był w kwiaciarni, bo o to dyskont pewien zza Odry pochodzący, również w
swej ofercie kwiaty posiada i to on właśnie i żywych i doniczkowych roślin dostawcą
był w domu moim ostatnimi czasy. Wiem, wiem, niezbyt ładnie by mój grosz
zarobiony na ojczystej ziemi, tak na zachód wyprowadzać w sposób taki, no ale
cóż… lenistwo pewno, ale też wygoda jaka, w miejscu jednym róże kupię, dwa regały
dalej śledzie…
Dygresja druga
Tak pisałem tydzień temu za ludzkimi spotkaniami i rozmowami zwykłymi tęskniąc,
bo lubię tak słów kilka z nieznajomymi zamienić czasem… A w sklepie powyższym,
tym zza Odry pochodzącym nijak rozmowa ostatnimi czasy układać się nie chce…
Pani w kasie pyta, ja odpowiadam, choć pytania dziwne zadaje, staram się jej pomóc
odpowiedzią swoją, ta niewzruszona, kolejny artykuł z taśmy biorąc, prośbę o palety
z chemią rozpakowanie wymawia. No nie pomogę, czasu nie mam a i w krzyżu
trochę strzyka. I z tego zdziwienia chyba oczy żem otworzyć szerzej raczył, bo
słuchawkę w ucho wetkniętą do kontaktu z załogą dopierom u kasjerki owej
zauważył….
Chyba to już nie dygresja będzie…
I oto jestem w kwiaciarni tejże, co to na osiedlu mym niedawno powstała, jakoś tak i
rozmowa przy wyborze róż wyszła… Z pasją pani opowiadała jakie kwiaty komu i
przy okazji jakiej wręczać wypada, bez słuchawki… nie jak robot… Tak też i o
przyszłości bytu kwiaciarni w dobie marketów i trendów obecnych, od tradycyjnych
znacznie odbiegających, słów parę padło. Fajnie choćby tak, miło, lokalnie,
kameralnie… I tak ego moje jakoś wzrosło i duma nijaka, kiedym to płatności dokonał
za kwiatów bukiet potężny, piękny taki, wyrazisty, ślicznie ułożony, jak ze zdjęcia, jak
z reklamy. Będąc przy drzwiach raz jeszcze dziękując za usługę perfekcyjnie
wykonaną, poparłem słowami ten biznes mały i spojrzałem na bukiet róż polskich
czerwonego koloru…
„Proszę Pana…, polskie są za drogie, te są z Ekwadoru” …

Ech pomyślałem może lepsze jednak śledzie, przynajmniej Bałtyckie choć
może i szwedzkie…

Idź do oryginalnego materiału