Dawno temu, w małej wsi pod Lublinem, państwo Nowakowie kupili letniskowy domek. Po przekroczeniu pięćdziesiątki, Jan poczuł silną potrzebę posiadania drugiego domu. Wspomnienia z dzieciństwa, spędzonego na wsi, przywiodły mu na myśl rodzinną chatę i prace w ogrodzie.
Dom, choć skromny, był dobrze utrzymany. Jan odmalował drewnianą chatę, naprawił płot i wymienił furtkę. Ziemi starczyło na kartofle i trochę warzyw, ale sady pozostawiały wiele do życzenia kilka drzew, ani krzewów, poza małą kępą malin.
Nie martw się, kochanie, z czasem wszystko urządzimy powiedział Jan, zabierając się do pracy.
Jego żona, Kasia, krzątała się między grządkami, przytakując pomysłom męża.
Z jednej strony sąsiedzi byli mili, choć rzadko ich odwiedzali, dbali o swoją posesję. Ale po drugiej stronie panował całkowity chaos. Płot się przechylał, a wszystko zarastało wysoką trawą.
Ta trawa stała się prawdziwą zmorą Nowaków przez całe lato.
Janek, to już nie do zniesienia! Ta trawa zarasta nam cały ogród, jakby chciała pochłonąć wszystko! narzekała Kasia.
Wtedy Jan chwytał motykę i dzielnie walczył z chwastami. ale te zdawały się być niewyczerpane i wciąż odrastały.
Kasiu, spójrz tylko, ich grusze będą w tym roku obrodzić mówił Jan, wskazując na zaniedbany sad sąsiadów.
A ta morela to prawdziwy skarb dodała Kasia, pokazując drzewo, które zapowiadało obfite zbiory. Niektóre gałęzie sięgały choćby na ich działkę.
Chciałbym chociaż raz zobaczyć tych właścicieli westchnął Jan z żalem. Może przyjadą choćby po zbiory.
Wiosną Jan nie mógł się powstrzymać i podlał drzewa sąsiadów wężem ogrodowym smutno mu było patrzeć, jak cierpią z powodu suszy.
Ale teraz ta nieubłagana trawa nie dawała im spokoju.
Mogli chociaż raz w lato skosić tę trawę narzekała Kasia.
Kiedy następnym razem przyjechali, Nowaków zachwycił widok moreli. W tej okolicy nie było to nic nadzwyczajnego wielu miało sady ale na opuszczonej posesji
Nie, wykoszę im tę trawę oświadczył Jan. Nie mogę patrzeć, jak to miejsce dusi się w chwastach.
Spójrz, Janek powiedziała Kasia, wskazując na gałęzie uginające się pod ciężarem owoców, które zwisały nad ich ogrodem.
Jan przyniósł małą drabinkę. Zbierzmy chociaż te, zanim zgniją. Nikt się tu nie pojawia.
To jednak cudze zauważyła ostrożnie Kasia.
I tak by się zmarnowały odparł i zaczął zbierać najdojrzalsze owoce.
To może pójdziemy nazbierać malin dla wnuków zaproponowała Kasia. Skoro wykosiłeś trawę, to sprawiedliwa wymiana za pracę.
Wygląda na to, iż moglibyśmy zebrać wszystko. Nikt się tym miejscem nie zajmuje. Stoi tu jak sierota, przyklejona do naszej działki.
(inspirowane opowieścią artysty Jana Kowalskiego)
Pewnego dnia w pracy, podczas przerwy, Jan dołączył do rozmowy kolegów. Kierowcy rozmawiali w kręgu, dzieląc się życiowymi doświadczeniami.
Ktoś mi się włamuje do ogrodu, gdy tylko odwrócę się plecami. Dwa razy już otrząsali moje drzewa skarżył się Marek Wiśniewski, który zbliżał się do emerytury.
Słysząc to, Jan poczuł, jak pot wystąpił mu na czole. Przypomniał sobie, jak niedawno zbierał morele z żoną, a gruszki też zapowiadały się obficie.
Gdzie masz tę działkę? odważył się zapytać Jan, obawiając się odpowiedzi.
Tam, w ogrodach działkowych za Chełmem.
A westchnął Jan. Nasza jest wyżej.
U was zawsze wszystko wcześniej dojrzewa przyznał Marek. U nas później, ale i tak przychodzą i kradną. Wykopali choćby kilka ziemniaków. Już myślałem o zastawieniu pułapki.
Z pułapką możesz mieć kłopoty ostrzegł jeden z mężczyzn. Skończysz w więzieniu.
A kradzież to wolno? oburzył się Marek.
Wracając do domu, Jana ogarnęły wspomnienia i wyrzuty sumienia. choćby jeżeli to nie był ogród kolegi, czuł się jak złodziej.
W dzieciństwie było inaczej. Zdarzało mu się biegać po cudzych ogrodach, ale tylko dla zabawy, dwa, trzy razy.
A tu sąsiedzi, których morele zebrali. I wciąż kusiły ich gruszki.
Oczywiście, Jan posadził młode drzewka, które z czasem urosną. Ale ta morela sąsiadów szkoda było ją zmarnować.
Nikt nie przyjedzie uspokajała go Kasia. Skoro przez cały rok się nie pojawili, to teraz też nie przyjdą.
Ale czuję się jak złodziej męczył się Jan.
Chcesz, żebym wyrzuciła morele? zapytała żona. adekwatnie to połowę już dałam dzieciom dodała, jakby się tłumacząc.
Zostaw, już za późno
Tak minęło lato Nowakowie pielęgnowali sąsiednią działkę, walcząc z chwastami. Obserwowali gruszki, mając nadzieję, iż pojawią się prawdziwi właściciele.
Ale gdy ostatecznie owoce spadły na ziemię, Kasia zebrała kilka w fartuch.
Jesienią, po uporządkowaniu swojej działki, spojrzeli po raz ostatni na sąsiednią. Wydawało się, iż choćby płot ma skargę w spojrzeniu, jakby prosił o wyprostowanie swoich pochylonych desek.
Przy bramie leżały resztki tymczasowej budowli zgniłe drewno, potłuczone szkło, strzępy tkanin Ale choćby wśród tych śmieci kilka późnych kwiatów próbowało wyrosnąć.
Zimą, wspominając letnie dni, Jan czuł słodką nostalgię za tym domkiem.
Gdy wiosną pojawiły się pierwsze źdźbła trawy, Nowakowie znów przyjechali.
Myślisz, iż w tym roku właściciele wrócą? zapytała Kasia, patrząc na opuszczoną działkę.
Jan westchnął z żalem. Biedny ogród i te drzewa, co za marnotrawstwo
Gdy przyszła pora na orkę, Jan wynajął traktorzystę.
Cały czas nie mógł się powstrzymać, by nie zerkać na sąsiednią ziemię. On i Kasia wyplewili wysokie chwasty, by nie rozprzestrzeniły się dalej, ale








