Obcy Dom na Wsi

3 dni temu

**Zapomniany Sad**

Rok temu państwo Nowakowie kupili dom letniskowy. Po przekroczeniu pięćdziesiątki, Piotr poczuł silną potrzebę posiadania drugiego domu. Wspomnienia z dzieciństwa na wsi przywoływały obraz rodzinnego gospodarstwa i pracy w ogrodzie.

Niewielki domek, choć skromny, był zadbany. Piotr przemalował drewnianą chatę, naprawił płot i wymienił furtkę. Ziemi starczyło na ziemniaki i trochę warzyw, ale sad pozostawiał wiele do życzenia: kilka drzew i krzewów, poza małą plantacją malin.

Nie martw się, kochanie, z czasem wszystko urządzimy powiedział Piotr, zabierając się do pracy.

Ewa krzątała się między grządkami, przytakując pomysłom męża.

Z jednej strony sąsiedzi byli sympatyczni, choć rzadko się pojawiali, dbali o swój teren. Ale po drugiej stronie panowała całkowita pustka. Pochylony płot, wszystko zarosło wysoką trawą.

Ta trawa stała się prawdziwą plagą dla Nowaków przez całe lato.

Piotrze, to nie do zniesienia, ta trawa zarasta nasz ogród, wygląda na to, iż niedługo przejmie cały teren!

Piotr chwytał wtedy motykę i zaciekle walczył z chwastami. ale te zdawały się niewyczerpane i wciąż odrastały.

Ewo, spójrz, ich grusze w tym roku będą dobre mówił Piotr, spoglądając na zarośnięty ogród sąsiadów.

A ta morela jest wyjątkowa odparła Ewa, wskazując drzewo zapowiadające obfite zbiory. Niektóre gałęzie sięgały choćby do ich ogrodu.

Chciałbym chociaż raz zobaczyć tych właścicieli westchnął Piotr. Może przyjadą choćby po zbiory.

Wiosną Piotr nie mógł się powstrzymać i podlał drzewa sąsiadów wężem ogrodowym szkoda było patrzeć, jak cierpią z powodu upału.

Ale teraz ta nieubłagana trawa nie dawała im wytchnienia.

Mogliby chociaż raz w ciągu lata skosić narzekała Ewa.

Kiedy następnym razem przyjechali, Nowakowie byli zachwyceni obfitością moreli. Dla tej okolicy nie było to nic dziwnego, wielu uprawiało te drzewa, ale na opuszczonej działce…

Nie, skoszę ich trawę zdecydował Piotr. Nie mogę patrzeć, jak to miejsce dusi się w chwastach.

Spójrz, Piotrze powiedziała Ewa, wskazując gałęzie uginające się pod ciężarem owoców, zwisające nad ich ogrodem.

Piotr przyniósł małą drabinę. Zbierzmy chociaż te, zanim zgniją, nikt się tu nie pojawia.

To jednak cudze zauważyła ostrożnie Ewa.

I tak by się zmarnowały odparł i zaczął zbierać najdojrzalsze owoce.

To chodźmy po maliny dla wnuków zaproponowała Ewa. Przecież skosiłeś trawę, to uczciwa wymiana za pracę.

Wygląda na to, iż moglibyśmy zebrać wszystko, nikt się tym miejscem nie interesuje, przylega do naszej działki jak sierota, o którą nikt nie dba.

Podczas przerwy w pracy Piotr dołączył do rozmowy kolegów. Kierowcy dzielili się życiowymi doświadczeniami.

Ktoś mi się włamuje do ogrodu, gdy tylko odwrócę się plecami, już dwa razy otrząsali moje drzewa skarżył się Krzysztof Wiśniewski, który zbliżał się do emerytury.

Słysząc to, Piotr poczuł, jak pot wystąpił mu na czole. Przypomniał sobie, jak niedawno zbierali morele z Ewą, a gruszki też zapowiadały się obficie.

Gdzie masz tę działkę? ośmielił się zapytać Piotr, obawiając się odpowiedzi.

Tam, w osiedlu ogrodowym pod Warszawą.

Ach westchnął Piotr. Nasza jest wyżej.

U was wszystko dojrzewa trochę wcześniej przyznał Krzysztof. U nas później, ale i tak przychodzą i kradną, choćby wykopali kilka krzaków ziemniaków, aż mam ochotę zastawić pułapkę.

Pułapka to kłopoty powiedział jeden z mężczyzn. Skutkuje tylko więzieniem.

A kradzież to wolno? oburzył się Krzysztof.

Wracając do domu, Piotra ogarnęły wspomnienia tamtego dnia, gdy zbierali u sąsiadów. choćby jeżeli to nie była działka kolegi, gryzło go poczucie winy.

W dzieciństwie było inaczej. Zdarzało mu się biegać po cudzych ogrodach, ale tylko dla zabawy, dwa czy trzy razy.

Tu chodziło o sąsiadów, których morele zebrali. A teraz patrzyli już na gruszki.

Oczywiście, Piotr posadził młode drzewka, które z czasem urosną. Ale ta morela sąsiadów… szkoda było ją zmarnować.

Nikt nie przyjedzie uspokajała go Ewa. jeżeli nie było ich cały rok, to i teraz się nie pojawią.

Ale czuję się jak złodziej męczył się Piotr.

Chcesz, żebym wyrzuciła morele? spytała żona. adekwatnie to połowę już dałam dzieciom dodała, szukając usprawiedliwienia.

Zostaw, już za późno.

Tak Nowakowie spędzili lato, pielęgnując sąsiednią działkę, walcząc z chwastami. Obserwowali gruszki, mając nadzieję, iż pojawią się prawdziwi właściciele.

Ale gdy owoce w końcu spadły na ziemię, Ewa zebrała kilka w fartuch.

Jesienią, uporządkowawszy swoją działkę, rzucili ostatnie spojrzenie na sąsiednią. choćby płot wydawał się żałośnie pochylony, jakby prosił o naprawę.

Przy bramie leżały resztki tymczasowej budowli: spróchniałe deski, potłuczone szkło, strzępki tkanin… Ale choćby wśród tych śmieci kilka późnych kwiatów próbowało wyrosnąć.

____________

Tej zimy, wspominając letnie dni, Piotr odczuwał słodką nostalgię za domem letniskowym.

Z nadejściem wiosny, gdy tylko pojawiły się pierwsze źdźbła trawy, Nowakowie przyjechali.

Myślisz, iż w tym roku właściciele wrócą? spytała Ewa, mówiąc o opuszczonej działce.

Piotr westchnął z żalem. Biedny ogród, a te drzewa, jaka szkoda…

Gdy nadszedł czas orki, Piotr wezwał mechanika, by zaorał pole.

Cały czas nie mógł się powstrzymać, by nie zerkać na sąsiednią działkę. Z Ewą już usunęli wysokie trawy, by nie rozprzestrzeniały się dalej, ale i ten kawałek ziemi należało przekopać…

Słuchaj, a może zaoramy też tamtą działkę

Idź do oryginalnego materiału