W rozmowie z Joanną Sobocińską-Korczak przedstawicielki fundacji podkreślały, iż Ostoja od początku projektowana jest jako miejsce inne niż tradycyjne schronisko czy przytulisko.
– To ma być dom, który przytuli każdego – mówiła Marta Mielczarek.
Do Ostoi trafiać mają m.in. zwierzęta odebrane podczas interwencji, ofiary przemocy, psy głodzone, bite, trzymane przez lata na łańcuchach lub w kojcach, a także takie, które znaczną część życia spędziły w schroniskach. Opieka nad nimi ma być całodobowa.
Nie chodzi więc o miejsce, w którym zwierzę otrzyma jedynie karmę i dwa spacery dziennie. Fundacja chce stworzyć warunki maksymalnie zbliżone do normalnego domu, w którym psy będą mogły przygotowywać się do adopcji i poznawać codzienność, jakiej wcześniej często w ogóle nie znały.
Dla niektórych zwierząt wejście do domu może być bowiem zupełnie nowym doświadczeniem. Jak opowiadały rozmówczynie, psy latami żyjące na łańcuchach czy w kojcach nie zawsze wiedzą, czym jest miękkie legowisko, czysta miska czy spokojne przebywanie z człowiekiem.
– Czasami są to psy dzikie, mało socjalne. Muszą przejść pewną drogę, zanim będzie można bezpiecznie znaleźć im stały dom – tłumaczyła Karolina Marzec.
Ostoja ma być właśnie miejscem takiej przemiany. Po leczeniu weterynaryjnym psy będą stopniowo socjalizowane i przygotowywane do życia w rodzinie.
Pomysł na stworzenie własnego miejsca narodził się bezpośrednio z doświadczeń osób prowadzących interwencje. Po odebraniu zwierzęcia zaczyna się bowiem kolejny problem – trzeba znaleźć dla niego bezpieczne miejsce.
Przedstawicielki WIOZ zwracały uwagę, iż w takich sytuacjach konieczne jest sprawdzanie, z jakim schroniskiem dana gmina ma podpisaną umowę i czy warunki w tej placówce pozwalają z czystym sumieniem przekazać tam odebrane zwierzę.
W praktyce bardzo często psy trafiają więc do domów tymczasowych, w tym prywatnych domów osób działających w fundacji.
Każda interwencja oznacza również konieczność przeprowadzenia badań, leczenia, a często także długotrwałej pracy behawioralnej. Dopiero później można rozpocząć poszukiwania odpowiedzialnego domu stałego.
Ważną częścią projektu będzie także pomoc ludziom. Fundacja chce współpracować z lokalnymi instytucjami i samorządami, aby w Ostoi pojawiały się osoby starsze, samotne, dzieci oraz osoby zagrożone wykluczeniem społecznym lub zawodowym.
Planowane są m.in. zajęcia wykorzystujące kontakt ze zwierzętami, w tym elementy dogoterapii.
Idea opiera się na założeniu, iż obie strony mogą dać sobie coś ważnego. Zwierzęta otrzymają uwagę, obecność i kontakt z człowiekiem, natomiast osoby znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej mogą dzięki nim odzyskać poczucie sensu, potrzebę aktywności i zwyczajną codzienną radość.
– Chcemy połączyć te dwa światy. Zwierzęta, które potrzebują pomocy, i ludzi, którzy również tej pomocy potrzebują – mówiły przedstawicielki fundacji.
Projekt znajduje się już na etapie prac w konkretnym miejscu. Fundacja dysponuje dwoma budynkami, które mają zostać przeznaczone dla zwierząt. Jeden z domów jest w tej chwili wykańczany.
Jednym z priorytetów było zapewnienie ogrzewania. Jak podkreślały rozmówczynie, psy mają przebywać wewnątrz budynków i nie marznąć zimą. Przygotowywany jest również teren pod ogrodzone wybiegi, na których zwierzęta będą mogły bezpiecznie spędzać czas na świeżym powietrzu.
Docelowo Ostoja nie ma jednak przyjmować setek zwierząt.
– Chcemy, żeby to było mniejsze, ciepłe, butikowe miejsce – mówiła Marta Mielczarek.
Takie założenie ma znaczenie zarówno dla komfortu psów, jak i dla otoczenia. Duża liczba zwierząt oznacza hałas, stres i trudniejsze warunki odpoczynku. Fundacja chce więc zachować skalę pozwalającą na indywidualne podejście do podopiecznych.
Ostoja nie ma być również miejscem, w którym psy pozostaną na zawsze. Jej najważniejszym zadaniem będzie przygotowanie ich do adopcji.
Szczególną uwagę przedstawicielki organizacji zwracają na starsze psy, dla których czas ma wyjątkowe znaczenie.
– Zawsze zależy nam, żeby taki pies zdążył do domu. Żeby choćby jeżeli zostało mu kilka miesięcy czy kilka lat, przeżył je już jako członek rodziny – podkreślały.
Fundacja chce także rozwijać pomoc dla właścicieli zwierząt znajdujących się w kryzysie. Jak zaznaczono podczas rozmowy, nie każda interwencja musi kończyć się odebraniem psa.
Zdarzają się sytuacje, w których opiekun potrzebuje wsparcia finansowego, leczenia zwierzęcia albo czasowej pomocy. W takich przypadkach organizacja stara się najpierw ocenić sytuację i znaleźć rozwiązanie pozwalające poprawić warunki życia zwierzęcia bez jego odbierania.
Takie działania finansowane są przede wszystkim dzięki darczyńcom. Przedstawicielki fundacji zaznaczyły, iż organizacja nie otrzymuje stałego finansowania z urzędów czy samorządów, a środki na leczenie, interwencje oraz budowę Ostoi pochodzą od osób wspierających działalność WIOZ.
Aby zakończyć projekt, potrzebne są przede wszystkim pieniądze, materiały budowlane, wyposażenie oraz sprzęt do prac na rozległym terenie. Fundacja prowadzi dedykowaną zbiórkę na Ostoję.
Potrzebne są również ręce do pracy. Wolontariusze fundacji regularnie spędzają weekendy na miejscu, przygotowując budynki i teren, ale organizacja zaprasza także osoby spoza dotychczasowego zespołu, które potrafią pomóc przy pracach remontowych, technicznych lub ogrodowych.
Mimo planowanej zmiany przepisów dotyczących warunków utrzymywania zwierząt, przedstawicielki WIOZ zwracają uwagę, iż problem psów trzymanych na łańcuchach i w niewłaściwych kojcach przez cały czas pozostaje poważny. Ich zdaniem samo prawo nie wystarczy bez zmiany świadomości właścicieli.
Dlatego Ostoja ma pełnić kilka funkcji jednocześnie: ratować zwierzęta po najtrudniejszych doświadczeniach, przygotowywać je do adopcji, wspierać ludzi i pokazywać, jak powinna wyglądać odpowiedzialna opieka.
Najważniejszy cel pozostaje jednak bardzo prosty. Ostoja ma być jedynie przystankiem między trudną przeszłością a nowym życiem.
Bo, jak podsumowały rozmówczynie programu „Hej Poznań”, każdy pies powinien dostać szansę, by ostatecznie znaleźć się nie w kolejnym schronisku, ale we własnym domu.

4 tygodni temu








