Postawiłam moją teściową na nogi, a ona zrobiła mi awanturę za chwasty na grządkach. Cała wieś słyszała jej krzyki, a ja w milczeniu spakowałam rzeczy i odeszłam – teraz już wiem, iż nie każdy zasługuje na wdzięczność, choćby jeżeli oddałam wszystko, by jej pomóc.

1 tydzień temu

Podniosłam z łóżka moją teściową. Ale jestem zła, bo nie wypieliłam rabatek.

Co ty tutaj robisz? wykrzyczała teściowa, stojąc pośrodku ogrodu, gdzie rosły łabędzie kwiaty. Takiego wstydu to jeszcze w tym domu nie było! Ja nie musiałam się chować za dzieckiem, miałam siódemkę dzieci i ani jednego chwastu!

Jej wrzask już zebrał sąsiadów. Przylepili się do płotu jak sroki i natychmiast zaczęli szeptać o wszystkim, co usłyszeli. Teściowa, widząc publikę, jeszcze bardziej się rozkręciła. Powiedziała, co mogła, a ja stałam sparaliżowana. W końcu, zmęczona własnym krzykiem, zaczerpnęła powietrza i powiedziała głośno, by wszyscy sąsiedzi dobrze słyszeli:

Nie odpowiedziałam ani słowem.

Przeszłam obok niej ze spokojem, tylko mocniej przytulając dziecko. W domu spakowałam do specjalnego pudełka wszystko, co teściowa miała zabrać tego dnia i ranka. Nie składając się nawet, wrzuciłam do torby rzeczy syna i swoje własne. Wyszłam, nie mówiąc jej ani słowa.

Po trzech dniach zadzwoniła teściowa:

Co zrobiłaś z tymi wszystkimi rzeczami, które profesor jej przepisał? Poprosiłam sąsiadkę, żeby coś kupiła, ale powiedziała, iż jeden słoik kosztuje majątek. A te, na których jest obcy język, to w ogóle nie zamierzają wydawać ani wymieniać. No to co mam teraz zrobić? Pani sobie poszła, obraziła się o coś, a ja tutaj ducha wyzionę?

Nie odpowiedziałam jej nic. Wyłączyłam telefon, wyciągnęłam kartę SIM i koniec, nie mam siły dalej, ani fizycznie, ani psychicznie.

Rok temu, tuż przed narodzinami mojego synka, mój mąż zginął w wypadku samochodowym na śliskiej drodze pod Poznaniem. Pamiętam jak przez mgłę pogrzeb, potem szpital, a rano już byłam matką… Nic mnie nie cieszyło. Wszystko wydawało mi się puste bez mojego męża. Karmiłam i bujałam synka, jak zaprogramowana, bo tak nakazywali.

Ocknęłam się, gdy usłyszałam dzwonek telefonu.

Pani teściowa jest w kiepskim stanie. Lekarze nie dają jej długo…

Decyzja przyszła natychmiast. Po wypisie sprzedałam swoje mieszkanie w Warszawie. Część pieniędzy zainwestowałam w budowę niedużego domu pod Poznaniem, żeby syn miał coś własnego na przyszłość. A ja ruszyłam ratować teściową.

W tym roku nie żyłam trwałam.

Nie przespałam spokojnie żadnej nocy, opiekując się teściową i małym synkiem. Maluch był niespokojny, a teściowa potrzebowała mojej obecności przez całą dobę.

Dobrze, iż miałam oszczędności. Sprowadziłam najlepszych lekarzy z całej Polski, żeby obejrzeli pacjentkę. Kupiłam wszystkie leki, które zalecali i w końcu teściowa powoli wracała do zdrowia. Najpierw woziłam ją wózkiem po pokoju, potem po ogrodzie. Z czasem na tyle się wzmocniła, iż zaczęła chodzić sama a potem…

Nie chcę już jej znać, słyszeć ani widzieć. Niech sama troszczy się o swoje zdrowie. Chociaż byłam na tyle rozważna, by nie wydawać na nią wszystkich pieniędzy. Przeprowadziłam się z synem do naszego nowego mieszkania. Nie przypuszczałam, iż tak to się potoczy.

Zawsze pragnęłam mieć rodzinę męża przy sobie, bo sama jestem sierotą. Ale teraz wystarczy wystarczymy sobie z synem. Muszę go tylko nauczyć jednego: nie każdy zasługuje na dobro. Niektórzy bardziej dbają o chwasty w ogródku niż o bliskich ludzi.

Idź do oryginalnego materiału