Słońce wzrok pławi w srebrze wody
Gdy ta mu jawi bystry swój wdzięk
Ciepło tuli zamarłe kłody
Które w bezlistny zapadły sen...
Wychyla się ciekawska olcha
Zielenią włosów malując cień
Gdy wiatr czupryną jej zaczochra
Wysoko-gibki kołysząc pień
Nad szmaragdową opowieścią
Głazów omszonych nagim wdziękiem
Gdy fale delikatnie pieszczą
Na wskroś zdrewniale serce mięknie
Woda swe szepce tajemnice
I bystrym nurtom nadaje sens
Dbając o delikatne życie
Opieką swą otaczając je
Kwiaty, się przeglądają w lustrze
Posród kamieni błysnął wtem pstrąg
Perłową ukazując łuskę
Na wodzie kładąc wnet drżący krąg
Cichutko bieży między kłody
Niepomny świata zwinny ów cód
Poranek młody i On młody
Jego należne miejsce jest tu
On całe życie z nurtem płynie
Igrając z światłem pośród głębi
Chabrowy warkocz w dali ginie -
Nikt nie zawróci wód potegi...
Lecz z czasem, gdy nadchodzą gody
Na przekór nurtu wyruszy pstrąg
By dotrzeć na tarliska wody
Ten raz jedyny raz- wprost pod prąd
Dzień już niemłody - On niemłody;
Gdy tę zasłyszy odwieczną pieśń
Wypłynie na nieznane wody
Czujność swą zwykłą zagubi gdzieś
Droga, tą bez powrotu bywa
Gdy rybitw swoją zarzuci sieć;
Wpadnie w nią nieostrożna ryba
W niej wnet odnajdzie marzeń swych kres
I ty uważaj, wonny kwiecie
Garścmi czerpiący złotej rosy;
W srebrzystej głębi zgasłym czasie
Uśpione słońce skryje oczy..







