Rita postanowiła spędzić samotnie sylwestra, bo jej najlepsza przyjaciółka Pola z mężem wyjechała w …

1 tydzień temu

31 grudnia

Dziś miałam pójść do Oli, żeby podlać jej kwiaty i nakarmić żółwia. Ola z mężem wyjechali na urlop w góry, gdzieś pod Nowy Targ. Klucze zostawiła mi jak zawsze przecież mieszkamy w tym samym bloku, tylko w innych klatkach. Sama poprosiła, bo, jak twierdzi, jestem najbardziej godna zaufania z jej koleżanek.

Kiedy weszłam do jej mieszkania, zamarłam ze zdziwienia! Wszędzie paliło się światło, choinka mieniła się światełkami, a telewizor grał na całe mieszkanie. Z łazienki dochodziły jakieś odgłosy. Otworzyłam drzwi i aż klasnęłam w dłonie z zaskoczenia.

Tegoroczne święta spędzałam w samotności. Może nie dumnej, raczej przygnębiającej… Najlepsza przyjaciółka Ola wyjechała w Bieszczady, niedługo przed Sylwestrem.

Zostawiła mi misję podlewanie storczyków i karmienie żółwia Stefana.

Zgodziłam się bez wahania wtedy nie miałam pojęcia, co mnie czeka za kilka dni.

Tydzień przed Sylwestrem mój chłopak Paweł (dla mnie zawsze był Pawciem), z którym spędziłam dwa lata, oznajmił przy kolacji: Monika… zakochałem się w kimś innym. Jego nowa wybranka była już w 4 miesiącu ciąży! No i co miał zrobić jak sam powiedział musi się z nią ożenić, tego chce ona, jej mama i babcia. Paweł nie protestował.

A ja? zapytałam prawie szeptem.

Paweł, kończąc bigos i wycierając usta serwetką, stwierdził:

Ty? No nie przejmuj się. Sama widzisz, iż nasza miłość dawno się skończyła, zostały tylko cienie dawnych uczuć. Bądź wdzięczna, ratuję cię przed dalszymi rozczarowaniami. Pomożesz mi spakować rzeczy? Nie? To sam sobie poradzę.

I zaczął się pakować…

Cztery kolejne dni przepłakałam, siedząc w domu. Nie wychodziłam, nie jadłam tylko kawa i łzy. Siódmego dnia przyszła do mnie Magda. Okazało się, iż przez cały czas nie jadłam nic konkretnego. A przecież miałyśmy z Pawłem spędzić Sylwestra razem z paczką znajomych! Miejsce w restauracji zarezerwowane, teraz Paweł przyjdzie z ciężarną narzeczoną.

Nie chciałam świętować z rodzicami od razu zaczęliby mnie żałować. Mama Pawła nigdy nie lubiła…

31 grudnia a ja znowu czekałam na cud. Człowiek wie, iż święta żadnych cudów nie zapewniają, ale przecież każdy na Nowy Rok marzy choć odrobinę…

Dzień powoli się kończył. Cudu nie było. Przypomniałam sobie, iż nie oddałam Pawłowi prezentu, który długo wybierałam doskonały, gruby sweter w kolorze chabrów. Kupiłam go jeszcze przez rozstaniem. Drogi był prawdziwa polska wełna.

Rozpakowałam prezent i założyłam sweter na siebie. Za duży, ramiona szerokie… choćby na Pawła chyba byłby za obszerny, pomyślałam i odłożyłam z powrotem do torby.

Pomalowałam się, poprzysięgłam nie płakać i wyszłam z domu. Przecież jak to mówią: Jaki Sylwester, taki cały rok. Lepiej spacerować po mieście niż tkwić w samotności w czterech ścianach.

Do północy zostało półtorej godziny. Chciałam, żeby zleciało jak najszybciej i bym mogła wrócić do siebie.

Na sercu ciężko, pogoda w Krakowie pod psem, siąpił deszcz.

Zaszłam do spożywczaka. Sięgnęłam do kieszeni, a tam lista, którą zostawiła mi Ola. Drugi punkt po storczykach: nakarmić żółwia dwa razy w tygodniu. Przeraziłam się.

O nie! Przez własne zmartwienia kompletnie o Stefanie zapomniałam! Jak coś mu się stanie, Ola się wścieknie!

Nowy Rok mógł poczekać pobiegłam więc do Oli.

Otworzyłam drzwi, weszłam do mieszkania i… zamarłam.

Wszędzie palą się światła, choinka tętni lampkami, telewizor aż huczy.

Z łazienki dobiega szum. Otwieram drzwi i… zupełnie obcy facet stoi przy umywalce i się goli, nucąc coś pod nosem.

Pierwsza myśl: ktoś się włamał! Ale kto by podczas napadu golił się w łazience?

Kim pan jest? rzuciłam ostro.

Mężczyzna spłukał pianę z brody i uśmiechnął się.

Spokojnie, nie jestem złodziejem. Nazywam się Marek, jestem kuzynem Oli, na co dzień mieszkam i pracuję w Poznaniu. Przyjechałem na konferencję, miałem wracać, ale coś mi nie wyszło. Na szczęście mam klucz od mieszkania cioci. Ola wie, jesteśmy po kontakcie. Pozwoliła mi zostać przez noc.

A żółw? zapytałam, myśląc już tylko o Stefanie.

Widziałem go i choćby nakarmiłem. Poszedł pod tamtą sofę wskazał ręką kąt pokoju.

Założył koszulę.

Może poznamy się oficjalnie? Jestem Marek.

Przedstawiłam się, a on wyciągnął dłoń i zaproponował:

Może świętujemy razem? Do północy zostało tylko 10 minut.

Coś mnie tknęło i bez słowa wybiegłam z mieszkania. Marek pobiegł za mną, zaskoczony.

Zaczekaj! Co ci zrobiłem? Dokąd biegniesz?

Wpadłam do siebie, chwyciłam torbę ze swetrem i wróciłam do Oli. Drzwi przez cały czas były uchylone. Na zegarze dwunasta.

Marek wręczył mi kieliszek szampana, a ja jemu torbę.

To dla ciebie! Szczęśliwego Nowego Roku! powiedziałam.

Rozpakował prezent. Sweter pasował idealnie, choćby w ramionach.

Wiele miałem sylwestrowych niespodzianek, ale ta jest najlepsza powiedział Marek.

A ja w tym roku mam dwie niespodzianki rozwód z Pawłem i poznanie Marka pomyślałam i pierwszy raz od tygodni uśmiechnęłam się szeroko.

Za rok Nowego Roku świętowaliśmy już razem ja, Marek i nasza mała córeczka, tym razem w naszym wspólnym domu…

Idź do oryginalnego materiału