Starsza pani odwróciła się do Roberta i wypowiedziała słowa, które przyprawiły go o dreszcze: „Dziś …

5 dni temu

Środa była spokojna, a ja jechałem pociągiem z Warszawy do małego miasteczka pod Krakowem. W wagonie panował spokój, niewielu pasażerów, każdy zamyślony. Na jednej ze stacji do mojego przedziału wsiadła starsza kobieta charakterystyczna, jakby prosto z pola, w chustce na głowie, torbą z kanapkami i narzędziami ogrodniczymi. Jak wielu innych, zmierzałem w stronę swojej działki, choć ostatnio unikałem tego miejsca. Po śmierci mojej żony Aliny wszystko wydawało się tam puste wspomnienia, samotność i żal odbierały mi chęci do pracy.

Gdy pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji, kobieta odwróciła się do mnie i powiedziała słowa, od których przeszedł mnie dreszcz: Dziś będzie piękny, słoneczny dzień. Z pewnością znajdziemy czas, by coś zdziałać. To były dokładnie te same słowa, które Alina mawiała podczas naszych wspólnych wyjazdów na działkę. Zaskoczony tylko potaknąłem głową, a rozmowa potoczyła się sama narzekaliśmy na lichy ziemniak w tym roku, przegadaliśmy o ostrych zimach i żywiliśmy wspólną nadzieję na lepsze zbiory w przyszłym sezonie.

Gdy wysiedliśmy razem na przystanku autobusowym, uświadomiłem sobie, iż nigdy wcześniej nie widziałem tej kobiety, choć jej twarz wydawała się znajoma. Szliśmy razem przez chwilę wiejską drogą, potem nasze ścieżki się rozeszły. Na mojej działce zastałem prawdziwy busz pokrzywy, perz, dzika mięta wszystko zarosło przez czas, kiedy mnie zabrakło. Jednak rozmowa z tą niezwykłą kobietą dodała mi otuchy. Zamiast żałować, iż wróciłem, poczułem zapał, by znów się tym miejscem zająć.

Wyciągnąłem starą motykę i z nową energią zabrałem się do pracy. Grządki na nowo się odsłoniły, chwasty znikały z ziemi, a widok słońca przebijającego się przez jabłkowe gałęzie budził we mnie dawne, dobre wspomnienia. Postanowiłem, iż na razie nie sprzedam mojej działki. Usiadłem później na ławce, rozpakowałem bułki i termos z herbatą, a niedaleko mnie kołysały się na wietrze ukochane przez Alinę lilie. Zapach dojrzewających jabłek przypomniał mi o radosnych zbiorach z przeszłości.

Poczucie pustki powoli ustępowało miejsca ciekawości i nadziei, iż jeszcze mogę tu odnaleźć szczęście. Nazajutrz, zbierając grzyby w pobliskim lesie, poczułem, iż lżejsze stało się moje serce. Praca i kontakt z ziemią przywracały mi euforia i sens, o którym już niemal zapomniałem.

W drodze powrotnej spotkałem ponownie tę samą starszą panią. Usiedliśmy na ławce, podzieliliśmy się jabłkami i śmialiśmy się z własnych perypetii działkowych. Pani Zofia, jak przedstawiła się później, powiedziała, iż jeszcze przede mną wiele lat i warto czerpać euforia z każdej drobnej rzeczy. Zostawiła mnie z pozytywnymi myślami kiedy wysiadałem z autobusu, uśmiechnąłem się do zachodzącego słońca. Po raz pierwszy od dawna nie czułem przygnębienia.

Teraz wiem, iż czasem wystarczy krótka rozmowa z nieznajomym, by odnaleźć na nowo sens i pokonać samotność. Praca na działce, tak zwyczajna, potrafi przywrócić wiarę w siebie.

Idź do oryginalnego materiału