tak blisko siebie, iż bliżej już niemal się nie da.
A dziś po pracy zrobiłam pierwsze przedświąteczne zakupy, m. in. złapałam :) i oprawiłam rybę na Wigilię (po poporcjowaniu wylądowała w zamrażarce), przytachałam mamie warzywa (nie dało rady jej wyperswadować, iż jeszcze za wcześnie, więc kupiłam dla świętego spokoju, najwyżej zwiędną, zgniją, uschną, niepotrzebne skreślić, i kupię jeszcze raz, ale to i tak lepiej niż mieć dziurę w brzuchu :P) i milion składników na zaprojektowane świąteczne ciasta. Pomyłam też u mamy ostatnie okna.
O przygotowaniu lekcji na jutro choćby nie wspominam. Coś tam miałam jeszcze sprawdzić, ale już nie dałam rady.
Herbatka obiecywała orzeźwienie? Powrót do przytomności?




Skojarzenie z Gwiazdą, co wschodzi z Jakuba, było nie do odparcia.

Ale oprócz paralelnej gwiazdy mamy też paralelną kwestię wierzących pogan. Bo mędrcy to raz, ale i Balaam był raczej pogańskim wieszczkiem wierzącym w Boga niż izraelskim prawowiernym (i obrzezanym :P) prorokiem. Bo gdyby był, to by szedł razem z Izraelem. A nie szedł.
Gdzieś mi się choćby obiło o uszy, iż istnieje śmiała teoria, iż historyjkę o Balaamie, oślicy, błogosławieństwie i gwieździe wschodzącej przechowano nie tylko w Biblii, ale też równolegle w tradycji pogańskiej, z której pochodził Balaam. I mędrcy, którzy wyrośli z tej właśnie pogańskiej tradycji, właśnie z opowieści o Balaamie wiedzieli, iż wschodząca gwiazda oznacza narodziny Króla.
Jaki z tego morał? Że bardzo, bardzo złym zwyczajem jest przywłaszczanie sobie Boga na wyłączną własność? :P






