Szwagierka całe lato wypoczywała w kurorcie, gdy my remontowaliśmy dom, a teraz żąda wygodnego życia naszym kosztem!

1 dzień temu

Szwagierka spędza teraz wakacje w mazurskim ośrodku wypoczynkowym, podczas gdy my z mężem wykańczamy remont w naszym domu, i teraz ona marzy o wygodnym życiu.

Propozycję, by wspólnymi siłami zainwestować w generalny remont domu, przedstawiliśmy już dawno, ale ona uznała, iż nie widzi potrzeby. Teraz natomiast skarży się, iż jej połowa domu nie nadaje się do normalnego mieszkania i chce się wprowadzić do nas. Cóż, sama jest sobie winna!

Dom odziedziczyli mój mąż i jego siostra po śmierci swojej babci. Budynek był już mocno leciwy, ale postanowiliśmy go wyremontować i zamieszkać na stałe. Dom ma dwa osobne wejścia, więc dwie rodziny mogą mieszkać osobno, nie przeszkadzając sobie na co dzień. Podwórko oraz niewielki ogród są wspólne. Obie części mają identyczny rozkład pokoi.

Podział spadku nastąpił, gdy byliśmy już po ślubie. Wszystko odbyło się spokojnie, bez nieporozumień. Teściowa od razu odmówiła przyjęcia domu przyzwyczajona do wielkomiejskiego życia, powiedziała dzieciom, żeby decydowali wedle uznania.

Mój mąż z szwagrem zebrali trochę oszczędności i wyremontowali dach oraz wzmocnili fundamenty. Planowaliśmy z żoną kontynuować prace, ale szwagierka nagle się oburzyła. Uznała, iż nie zamierza ładować pieniędzy w “chałupę na odludziu”. Jej mąż spuścił głowę i wyszedł nigdy nie śmiał sprzeciwić się jej decyzji.

Od dawna marzyliśmy z mężem o własnym domu pod miastem wieś nie była daleko od Olsztyna, a samochód pozwalał nam spokojnie dojeżdżać do pracy. Mieszkanie w ciasnym M-2 już dawno dawało nam w kość, a na budowę nowego domu nie byłoby nas stać.

Dla szwagierki ten dom był zawsze letnią przystanią. Przyjeżdżała sporadycznie na weekendy, żeby grillować albo odpocząć na świeżym powietrzu. Zawsze powtarzała, żebyśmy na nią nie liczyli przy remoncie.

W ciągu czterech lat doprowadziliśmy naszą część domu do fantastycznego stanu. Wzięliśmy kredyt, ale nie to było najważniejsze liczył się efekt. Zrobiliśmy wygodną łazienkę, nowe ogrzewanie, wymieniliśmy elektrykę, zamontowaliśmy nowe okna, a choćby oszkliliśmy werandę. Przez cały ten czas ciężko pracowaliśmy, ślęcząc nad domem dniami i nocami, żeby spełnić swoje marzenie.

Tymczasem szwagierka co chwilę wyjeżdżała na zagraniczne wakacje. W ogóle nie interesowała się remontem, ani tym, w jakim stanie jest jej połowa. Myślała tylko o sobie i swoim komforcie. Wszystko zmieniło się, gdy urodziło się jej dziecko i przyszła na urlop macierzyński.

Skończyły się wyjazdy zaczął się czas oszczędzania. Wtedy właśnie przypomniała sobie o swoim kawałku domu. Z małym dzieckiem było jej ciasno w mieszkaniu, a tutaj maluch miałby gdzie biegać i bawić się w ogrodzie.

Tymczasem my już się przeprowadziliśmy i wynajęliśmy kawalerkę w mieście. Jej strony domu nie ruszaliśmy. Jednak przez lata jej połowa zgniła: nie było ogrzewania, wszystko się sypało. Pomimo to przyjechała z walizką, prosząc o tydzień noclegu nie miałam wyboru, musiałam się zgodzić.

Jej synek był bardzo energiczny, a ona sama zachowywała się, jakby była u siebie. Nie liczyła się z nami wcale. Ponieważ pracuję zdalnie, bardzo mi to przeszkadzało w końcu przeniosłam się na chwilę do koleżanki, która akurat wyjeżdżała, więc cieszyła się, iż ktoś dopilnuje jej mieszkania.

Przeprowadziłam się na tydzień, ale potem musiałam zostać u mamy, która nagle poważnie zachorowała. O siostrze męża zapomniałam, pewna, iż już dawno wróciła do siebie.

Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy zastałam ją przez cały czas w naszym domu. Totalnie zadomowiona, z dzieckiem na tapczanie.
Kiedy zamierzasz wyjechać? zapytałam.
A gdzie mam jechać? Z małym dzieckiem przecież mi tu wygodnie odpowiedziała Maria.
Jutro z mężem zawieziemy cię do Olsztyna.
Nie chcę jechać do miasta.
Skoro nie chciało ci się choćby ogarnąć swojej połowy domu przez te lata, to wróć tam. To, co tu robisz, nie jest w porządku.
Nie możesz mnie wygonić! To także mój dom!
Twój dom jest za ścianą idź tam.

Próbowała buntować męża przeciwko mnie, ale on jasno dał jej do zrozumienia, iż przesadziła. Obrażona wyjechała. Kilka godzin później dzwoni teściowa:
Nie powinnaś jej wyrzucać, przecież to jej własność.
Sąsiadowanie nie oznacza, iż może mieszkać na naszym terenie. Ma swoją część odpowiedział mój mąż.
Jak ona ma tam mieszkać z dzieckiem? Nie ma ogrzewania, toaleta jest w ogrodzie. Powinieneś jej pomóc.
Mężowi puściły nerwy opowiedział matce całą historię o nieudanej propozycji wspólnego remontu. W końcu nie nasza wina, iż od początku nie chciała współpracować.

Zapraszaliśmy ją, żeby sprzedała nam swoją część. Zgodziła się ale podała taką cenę, iż za takie pieniądze moglibyśmy kupić wyremontowany dom w Białymstoku. Nie daliśmy się wciągnąć w tę grę.

Teraz relacje są napięte. Teściowa się dąsa, Maria jest nieznośna. Przyjeżdżają rzadko, ale gdy się pojawią, robią zamieszanie, roznoszą brud po podwórku, coś zawsze popsują.

Zaczynamy więc stawiać płot, żeby się odgrodzić. Nie ma już szans na kompromis to był jej wybór.

Idź do oryginalnego materiału