Zofia Karczewska pracowała jako ogrodniczka miejska w Radomiu od jedenastu lat i pamiętała dokładnie dzień, w którym termometr na Placu Jagiellońskim pokazał trzydzieści osiem stopni. Był wtorek, druga po południu, asfalt na ulicy Żeromskiego lśnił jak mokry, choć od tygodnia nie spadła ani kropla deszczu. Ludzie chowali się pod markizami sklepów, dzieci z osiedla trzymały się cienia rzucanego przez śmietniki, bo innego cienia po prostu nie było.
Zofia stała wtedy przy skwerze, gdzie zamiast trawnika leżała kostka brukowa, i myślała o tym samym, o czym myślała od miesięcy: miasto się gotuje, a nikt nie chce tego przyznać na sesji rady miejskiej.
W ratuszu, trzy piętra wyżej, siedziała Barbara Winiarska, naczelniczka wydziału inwestycji. Kobieta po pięćdziesiątce, w garsonce, z kubkiem kawy, który stygł na biurku między dwoma stosami dokumentów. To ona podpisywała budżety, to ona od lat odkładała projekt zazieleniania śródmieścia, bo — jak mawiała — "drzewa nie przynoszą głosów, a nowy parking tak". Rok wcześniej pochowała męża, który przez trzydzieści lat pracował w tym samym ratuszu, na wydziale dróg, i który do końca powtarzał, iż beton się nie wykrusza, a drzewo w pierwszej burzy może runąć na czyjś samochód. Barbara wierzyła w to zdanie tak, jak się wierzy w rzeczy po kimś zmarłym — bez sprawdzania.
Zofia przyszła do niej z planem, który sama rysowała po nocach, na kartkach A3, z żoną trzymającą kubek herbaty i kotem śpiącym na kolanach. Plan zakładał obsadzenie klonami i lipami trzynastu ulic, wzdłuż rzeki Mlecznej i wokół dwóch osiedli, gdzie latem temperatura była o cztery stopnie wyższa niż w parku Leśniczówka.
— Pani Zofio, to kosztuje cztery miliony złotych — powiedziała Barbara, nie podnosząc oczu znad kalkulatora. — A budżet mamy na remont chodników.
— Chodniki poczekają. Ludzie z osiedla Gołębiów mdleją w mieszkaniach.
— To niech otworzą okna.
Ta rozmowa, słowo w słowo, wróciła do Zofii jeszcze wiele razy — bo to właśnie po niej postanowiła, iż pójdzie z tym dalej, iż nie odpuści. Zebrała podpisy wśród sąsiadów, dozorców, właścicielki warzywniaka na rogu, która latem traciła połowę towaru, bo skrzynki z pomidorami stały w pełnym słońcu od świtu do zmierzchu. Zebrała sto dwadzieścia dwa podpisy w dwa tygodnie.
Poszła z tym do lokalnej gazety, potem do radnego z sąsiedniego okręgu, człowieka nazwiskiem Tomasz Bukowski, który akurat szukał tematu na kampanię. Tomasz nie był ideologiem — był pragmatykiem, ale zauważył, iż sprawa ma w sobie coś, co można sprzedać: konkretną liczbę stopni, konkretną ulicę, konkretną kobietę z łopatą, która od lat sadzi drzewa za własne pieniądze na skwerze pod blokiem.
Na sesji rady miejskiej we wrześniu, gdy upały już opadły, ale nikt o nich nie zapomniał, Tomasz wniósł projekt uchwały o "zielonych korytarzach miejskich" — pas zieleni łączący park z rzeką, obsadzenie trzynastu ulic, budżet rozłożony na sześć lat. Barbara Winiarska siedziała w pierwszym rzędzie, z tą samą teczką dokumentów, z tym samym argumentem o chodnikach, choć tym razem trzymała go w rękach dłużej, niż było trzeba, jakby czekała, aż ktoś go od niej odbierze.
Ale tym razem na sali siedziało czterdzieści osób z osiedla, w tym pani z warzywniaka, dozorca z bloku przy Kilińskiego, i chłopiec, który przyniósł zdjęcie termometru pokazującego trzydzieści dziewięć stopni na balkonie swojej babci.
Głosowanie było bliskie — jedenaście do dziewięciu — ale przeszło.
Zofia dostała etat koordynatorki nasadzeń, z budżetem i zespołem pięciu ogrodników przeszkolonych z bezrobotnych mieszkańców Gołębiowa. Przez sześć lat, od 2019 do dzisiaj, wzdłuż Mlecznej i trzynastu ulic centrum posadzono sześć tysięcy drzew i krzewów — lipy, klony, głogi, jarzębiny — oraz założono cztery nowe skwery tam, gdzie wcześniej stały tylko śmietniki i puste parkingi. Nie wszystko się przyjęło. Suchym latem 2021 roku uschło ponad trzysta sadzonek przy Kilińskiego, bo zabrakło ludzi do podlewania, a Barbara na zebraniu wydziału rzuciła wtedy, iż to dokładnie to, o czym mówiła — iż drzewa to koszt bez gwarancji. Zofia nie odpowiedziała. Zamówiła beczkowóz i sama, razem z dozorcą z Kilińskiego, obchodziła ulicę wieczorami przez cały sierpień, licząc sadzonki na kartce przypiętej do deski.
Latem dwa tysiące dwudziestego piątego roku Zofia zmierzyła temperaturę na tym samym Placu Jagiellońskim, o tej samej godzinie, tego samego dnia kalendarzowego co jedenaście lat wcześniej. Termometr pokazał trzydzieści sześć stopni zamiast trzydziestu ośmiu. Dwa stopnie różnicy na placu — ale przy ulicy Żeromskiego, gdzie lipy zdążyły urosnąć najwyżej, słupek rtęci zatrzymał się na trzydziestu pięciu, prawie trzy stopnie niżej niż tamtego wtorku. Nierówno, ulica po ulicy, ale w każdym miejscu chłodniej niż przedtem.
Barbara Winiarska, już emerytowana, przyszła na otwarcie ostatniego skweru przy ulicy Żeromskiego, tam gdzie kiedyś była tylko kostka brukowa. Nie powiedziała nic wielkiego, nie przepraszała — usiadła po prostu na nowej ławce w cieniu młodej lipy i patrzyła, jak dzieci z osiedla biegają między drzewami, których cień sięgał już do połowy jezdni.
Zofia podeszła, usiadła obok, postawiła termos z kawą na ławce między nimi.
— Pamięta pani, co pani wtedy powiedziała? Że niech otworzą okna.
Barbara milczała chwilę, obracając w palcach pusty kubek po kawie z automatu, który przyniosła ze sobą z domu z przyzwyczajenia, choć od roku nie chodziła już do biura.
— Mój mąż mówił to samo co ja, tylko o betonie. Że się nie wykrusza. Trzydzieści lat pracował na drogach i wierzył w to do końca. — Postawiła kubek na desce ławki. — Ja chyba wierzyłam w to za niego, jeszcze parę lat po tym, jak umarł. Trudno przyznać, iż ktoś, kogo się kochało, mógł się mylić.
— A teraz?
— Teraz siedzę w cieniu, którego przy tej ławce jeszcze pięć lat temu nie było. To dosyć przekonujący argument, pani Zofio.
Zofia nalała kawy do dwóch kubków, jeden podała Barbarze, i obie siedziały tak, w cieniu, który jedenaście lat temu w ogóle nie istniał.

1 godzina temu





![Zioła, łąki kwietne i ekoquiz. Tarnowski Dzień Miejskiego Ogrodnika przyciągnął mieszkańców [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/09/Tdzien-ogrodnika-fot.-artur-gawle0001.jpg)