„We Speak in Echos” Agaty Jarosławiec w Galerii Piana

5 dni temu

Istnieją hipotezy, iż prehistoryczni twórcy malowideł naskalnych wybierali dla swych dekoracji przestrzenie w jaskiniach, które wydawały się najbogatsze akustycznie – miejsca, gdzie echo zwielokrotniało głosy, tworząc między nimi polifonię dźwięków. Być może były to głosy duchów lub bóstw, które przenosiły znaczenia, deformowały je lub wzbogacały nowym, trudnym do pojęcia brzmieniem. Te święte miejsca, w których niewidzialne usta powtarzały to, co wypowiedziane, stały się odizolowanymi od świata przestrzeniami tajemnicy.

Echo nie operuje logiką powtórzenia, ale przesunięcia, które destabilizuje ciągłość i ujawnia pęknięcia między przeszłością a możliwością jej przepisania. To, co powraca, nigdy nie jest tożsame z tym, co było; echo wprowadza opóźnienie i deformację, czyniąc pamięć procesem, a nie zapisem. Echo jest także głosem zapośredniczonym, nieautonomicznym, zawsze uwikłanym w relację.

Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski
Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski
Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski
Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski

Wystawa Agaty Jarosławiec sytuuje się w polu napięcia pomiędzy tym, co niewypowiedziane, a tym, co uporczywie zapisane w ciele i pamięci. Jej praktyka bazuje nie na bezpośredniej artykulacji, ale na mówieniu poprzez echo: mowie przesuniętej, opóźnionej, nie w pełni własnej. Uruchamia to, co można określić jako somatyczne archiwum, przestrzeń, w której dziedziczenie nie dokonuje się poprzez reprezentację, ale poprzez powtarzalność gestów, napięć i relacji funkcjonujących poza porządkiem języka – w obrębie afektu.

Wystawa wykorzystuje ludowe dziedzictwo autorki nie jako zamknięty rezerwuar form, ale jako żywe pole pracy, nierozerwalnie związane z historią przymusu, reprodukcji i niewidzialnej pracy ciała. kooperacja z matką, praca emocjonalna oraz powracające gesty szycia, rekonstruowania i dotyku przywołują praktyki, które przez wieki funkcjonowały na granicy widzialności: jako praca konieczna, ale nieuznawana. W tym kontekście dziedzictwo nie jest neutralne, niesie w sobie zapis przemocy ekonomicznej i społecznej, wpisanej w ciało, rytm i materię.

Materiał odgrywa tu rolę kluczową. Silikon, tworzywo jednocześnie miękkie i syntetyczne, imitujące skórę, ale pozbawione jej historii, staje się „drugą skórą”, powierzchnią, na której ujawniają się napięcia między tym, co organiczne, a tym, co wytworzone. Jako materiał przemysłowy, związany z produkcją i powtarzalnością, silikon wprowadza do tej praktyki wymiar współczesnej pracy: oddzielonej od ciała, a zarazem przez nie reprodukowanej. To skóra, która nie pamięta, ale na której pamięć zostaje odtworzona jako ślad, jako echo.

Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski
Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski
Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski
Agata Jarosławiec, „We Speak in Echoes”, widok wystawy, Galeria Piana, fot. Filip Rybkowski

Pojawiająca się w wystawie figura hortus conclusus (zamkniętego ogrodu) organizuje przestrzeń wystawy jako strukturę ograniczenia i separacji. Echo w tej przestrzeni nie rozchodzi się swobodnie — odbija się od granic, wraca zniekształcone, uwięzione w systemie podziałów. Historyczne praktyki grodzenia, które umożliwiły wyłonienie się kapitalistycznego porządku, znajdują tu swoją kontynuację jako mechanizmy regulujące dostęp, widzialność i możliwość bycia. Ogradzanie nie tylko oddziela, ale także produkuje podmiotowości podporządkowane logice przetrwania.

Szczególnego znaczenia nabiera tu wątek mimikry kulturowej. Doświadczenie awansu społecznego ujawnia się jako życie „w echu” cudzych form: proces przyswajania języków, gestów i kodów, które nie są własne, ale konieczne do funkcjonowania. To ambiwalentna strategia przetrwania: umożliwia wejście w nowe struktury, a zarazem pozostawia ślad pęknięcia. Podmiot nie stabilizuje się, ale pozostaje rozpięty między tym, co odziedziczone, a tym, co przyswojone.

We Speak in Echoes ustanawia pole, w którym echo staje się metodą pracy, sposobem istnienia obrazu, ciała i pamięci. To przestrzeń, w której to, co osobiste i historyczne, materialne i afektywne, splata się w dynamiczny układ napięć. Echo nie tyle powraca, co pracuje jako różnica, jako przesunięcie, jako ślad pracy wpisanej w ciało.

Michał Zawada, Agata Jarosławiec

Idź do oryginalnego materiału