Zderzenie z dzikiem może w kilka sekund zakończyć się rachunkiem na tysiące, a choćby dziesiątki tysięcy złotych. Szczególnie trudna jest sytuacja kierowcy, który nie ma autocasco. Samo OC nie pokryje bowiem uszkodzeń jego samochodu. Nie oznacza to jednak, iż w każdym przypadku właściciel auta musi zapłacić za naprawę z własnej kieszeni. W określonych sytuacjach można próbować dochodzić odszkodowania od zarządcy drogi lub innych podmiotów.
Dziki Fot. Warszawa w PigułceJesienią ryzyko spotkania dzikiego zwierzęcia na drodze jest szczególnie duże. Do kolizji dochodzi nie tylko na drogach przebiegających przez lasy. Dziki, sarny czy jelenie coraz częściej pojawiają się również w miastach.
Co powinien zrobić kierowca, który uderzył w zwierzę?
Uderzyłeś w dzika? Nie odjeżdżaj bez zgłoszenia
Po zderzeniu należy przede wszystkim zatrzymać samochód w możliwie bezpiecznym miejscu, włączyć światła awaryjne i zabezpieczyć miejsce zdarzenia.
Jeżeli zwierzę żyje, nie należy do niego podchodzić. Ranny i przestraszony dzik może być niebezpieczny.
Ustawa o ochronie zwierząt nakłada na prowadzącego pojazd, który potrącił zwierzę, obowiązek – w miarę możliwości – zapewnienia mu stosownej pomocy lub zawiadomienia jednej z adekwatnych służb. W praktyce najprostszym rozwiązaniem jest zgłoszenie zdarzenia pod numerem 112.
Jeżeli zwierzę nie żyje, również warto wezwać służby. Martwy dzik znajdujący się na jezdni może stanowić poważne zagrożenie dla kolejnych kierowców.
Nie masz AC? OC nie zapłaci za rozbity samochód
To dla wielu kierowców najgorsza wiadomość.
Obowiązkowe OC chroni przed finansowymi konsekwencjami szkód wyrządzonych innym osobom. Nie jest ubezpieczeniem własnego samochodu kierowcy.
Jeżeli więc dzik nagle wybiegnie przed samochód, a pojazd ma rozbity zderzak, maskę, reflektory czy chłodnicę, własne OC co do zasady nie sfinansuje naprawy.
Właśnie przed takimi sytuacjami może chronić odpowiednio skonstruowana polisa AC.
Brak autocasco nie zawsze jednak definitywnie zamyka drogę do uzyskania pieniędzy.
Sprawdź, czy stał tam znak „dzikie zwierzęta”
Po kolizji bardzo istotny może okazać się znak A-18b „dzikie zwierzęta”.
Rzecznik Finansowy zwraca uwagę, iż w niektórych przypadkach możliwe jest dochodzenie roszczeń od zarządcy drogi. najważniejsze jest jednak wykazanie jego zaniedbania oraz związku pomiędzy tym zaniedbaniem a powstaniem szkody.
Samo stwierdzenie: „nie było znaku” nie wystarczy.
Znaczenie może mieć m.in. to, czy na danym odcinku wcześniej regularnie dochodziło do kolizji ze zwierzętami, czy występowały tam szlaki migracyjne oraz czy zarządca posiadał informacje wskazujące na szczególne zagrożenie.
Jeżeli mimo takiej wiedzy nie zastosowano odpowiedniego oznakowania, sytuacja kierowcy może wyglądać zupełnie inaczej.
Sąd Najwyższy zajmował się takimi sprawami
Kwestia odpowiedzialności zarządcy drogi za brak adekwatnego oznakowania była już przedmiotem postępowań sądowych.
Sąd Najwyższy wskazywał, iż nieustawienie znaku A-18b w miejscu, w którym istnieją podstawy do jego zastosowania, może stanowić niedopełnienie obowiązków przez zarządcę drogi. Nie oznacza to jednak automatycznej wypłaty odszkodowania po każdej kolizji z dzikim zwierzęciem.
Poszkodowany musi wykazać przesłanki odpowiedzialności, w tym związek pomiędzy zaniedbaniem a szkodą.
Dlatego dokumentacja wykonana bezpośrednio po wypadku może później mieć ogromne znaczenie.
Zrób zdjęcia, zanim samochód zostanie zabrany
Jeżeli pozwalają na to warunki i można zrobić to bezpiecznie, warto sfotografować:
- uszkodzenia samochodu,
- miejsce zderzenia,
- zwierzę z bezpiecznej odległości,
- ślady znajdujące się na jezdni,
- pobocze i otoczenie drogi,
- znaki znajdujące się przed miejscem zdarzenia.
Warto również zapisać dokładną godzinę i lokalizację oraz zachować dokumentację sporządzoną przez Policję.
Jeżeli samochód wymaga lawety, należy zachować także rachunek za holowanie.
Jest jeszcze jeden istotny przypadek – polowanie
Inaczej może wyglądać sytuacja, gdy pojawienie się zwierzyny na drodze pozostawało w związku z odbywającym się w pobliżu polowaniem.
Prawo łowieckie przewiduje odpowiedzialność dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego za szkody wyrządzone przy wykonywaniu polowania.
Dlatego przy poważnej szkodzie warto ustalić, czy w czasie zdarzenia w okolicy nie odbywało się polowanie.
Rozbity przód? Nie zawsze można jechać dalej
Po uderzeniu w dużego dzika samochód może z zewnątrz wyglądać na zdolny do jazdy, podczas gdy uszkodzona została chłodnica, przewody, elementy zawieszenia albo układ chłodzenia.
Jeżeli spod pojazdu wycieka płyn, rośnie temperatura silnika, zapaliły się kontrolki, elementy karoserii ocierają o koło, reflektory są rozbite albo przód samochodu jest mocno zdeformowany, bezpieczniejszym rozwiązaniem jest laweta.
Dalsza jazda może nie tylko być niebezpieczna, ale również powiększyć uszkodzenia.
Bez AC nie wszystko jest stracone
Najczęściej przy przypadkowym zderzeniu z dzikim zwierzęciem i braku AC koszt naprawy rzeczywiście pozostanie po stronie właściciela samochodu.
Nie ma jednak zasady, zgodnie z którą kierowca bez AC zawsze musi zapłacić za wszystko sam.
Jeżeli do zdarzenia mogło przyczynić się niewłaściwe oznakowanie niebezpiecznego odcinka albo kolizja pozostawała w związku z polowaniem, mogą pojawić się podstawy do dochodzenia roszczeń.
Dlatego po takim wypadku najważniejsze są trzy rzeczy: zgłoszenie zdarzenia służbom, dokładna dokumentacja miejsca oraz ustalenie zarządcy drogi.

57 minut temu





