Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć jak dowiedziałam się, iż mój były mąż mnie zdradzał. To było przez to… iż nagle zaczął zamiatać ulicę. Wiem, brzmi absurdalnie, ale zaraz zobaczysz, o co chodzi.
Mój były, Artur, był elektrykiem i pracował głównie z domu. Miał swój warsztat w garażu wiecznie przewijały się tam kable, narzędzia, klienci. On generalnie nigdy nie dotykał prac domowych. Nie dlatego, iż facetów nie dotyczy, po prostu mu się nie chciało. Jak już miał wolne, to odpoczywał albo telewizor, albo piwo z kumplami, albo przygotowywanie grilla w ogródku. Człowiek raczej spokojny, unikał imprez, nie był nachalny czy jakiś podejrzany typ.
Nasza ulica w Piasecznie to była taka typowa polska prowincja droga wysypana żwirem, szeroka, z wielkimi klonami u brzegu. Zawsze pełno liści, błota i kurzu. Codziennie trzeba było zamiatać, głównie żeby nie wnieść wszystkiego do domu. Na ogół robiłam to rano, ogarniając jeszcze śniadanie na szybko.
I nagle, obok nas, do tej wiecznie wynajmowanej willi, wprowadziła się nowa sąsiadka, Zuzanna. Niby nic nowego tam co chwilę ktoś inny mieszkał.
Minęło parę miesięcy, kiedy Artur niespodziewanie zaczął mówić:
Dobra, nie martw się, dziś ja pozamiatam.
Na początku wydało mi się to całkiem miłe. Myślałam: Super, mam chwilę dla siebie umyję naczynia, ogarnę łazienkę, poprasuję. choćby go nie obserwowałam, bo czemu niby miałabym się stresować? Ale potem zauważyłam, iż to się powtarza dzień w dzień. I zawsze o tej samej porze punkt siódma rano. Dziwne, bo wcześniej, poza godzinami pracy, Artur nie był nigdy do niczego specjalnie punktualny.
No i pewnego dnia, z czystej ciekawości, zerkam przez okno… i widzę:
Artur stoi z tą miotłą, prawie nie zamiata, tylko rozmawia z Zuzanną. Uśmiechy, śmieszki. Myślę sobie przypadek. Ale następnego dnia znów to samo. Kolejnego też. Za każdym razem, gdy Artur wychodził z domu, Zuzanna była na zewnątrz. Wyglądało to trochę jak ustawka.
Zaczęłam więc obserwować baczniej. Nie kończyło się tylko na porankach. W jedną sobotę powiedział mi, iż idzie na piwo z kolegami. Zwykła sprawa, nie? Otwiera drzwi, a ja kątem oka widzę, iż w tym samym momencie Zuzanna też wychodzi. Na głos rzuca do niego:
O, dzień dobry sąsiedzie, udanego wieczoru!
On jej na to, jakby nigdy nic. A ona jeszcze dodaje:
O, ciekawe, też tam idę.
I idą razem ulicą…
Tydzień później znowu mówi, iż idzie pograć w piłkę, choć od lat to robił może raz. Wychodzi, Zuzanna chwilę po nim, rozmawia przez telefon i idzie dokładnie tą samą drogą.
Słuchaj, nie miałam dowodów. Nie złapałam go na gorącym uczynku, nie miała wiadomości, zdjęć niczego. Tylko wzorce. Te same godziny, te same miejsca, za dużo zbiegów okoliczności.
Aż w końcu postanowiłam, iż nie będę się bawić w pytania, tylko prosto z mostu mówię:
Wiem, iż masz romans z Zuzanną.
Spojrzał na mnie kompletnie zaskoczony. Najpierw się wyparł, ale ja mu na to:
Artur, widziałam was każdego dnia. Przestań kłamać.
Opadły mu ramiona, spuścił wzrok i tylko powiedział:
Tak, jestem z nią. Zakochałem się.
Krzyknęłam, żeby się wynosił z domu. Dzieci nie mieliśmy, więc nie było specjalnie co dzielić. Najśmieszniejsze jest to, że… przeprowadził się prosto do niej, tuż obok, na tę samą ulicę.
Nie trwało to długo, może dwa miesiące, po czym wyjechali razem z Piaseczna i ślad po nich zaginął. Nikt nie wiedział, co się z nimi stało. Rodzina gadała, sąsiedzi też plotkowali, ale wiesz co? Nie chciałam już nic wiedzieć. Po prostu postawiłam grubą kreskę i poszłam dalej.





