„Zostawmy ją tu, niech zdycha!“ – wrzucili babcię w zaspę. Dranie nie wiedzieli, iż bumerang gwałtownie do nich wróci.

16 godzin temu

Zostawmy ją tu, niech sobie zdycha! mówili, rzucając staruszkę w zaspę. Łotry nie wiedzieli, iż bumerang wkładki wróci.

Walentyna Pietrak szła w stronę klatki schodowej. Sąsiadki na kubełku dyskutowały o nowym samochodzie zaparkowanym na trawniku.

Czyj jest? spytała Walentyna.
A skąd mamy wiedzieć? odparła jedna z nich. Pewnie Magdalenie. U nas staruchy takich gratów nie mają.
Uż nas tylko karetki odwiedzają! dodała druga.

Kaimki jeszcze przez chwilę gadały o władzy i plotkach. Wtem wyszła ta sama Magdalena, do której należał luksusowy wózół. Minęła je obojętnie, choćby nie spojrzałszy na auto stojące na trawie. Walentyna wróciła gwałtownie do domu.

Walentyna Pietrak? odezwał się mężczyzna, spotkawszy ją w klatce. Pamiętaś mnie? Rozmawialiśmy parą dni temu. Jestem twoim synem chrzestnym.
O, Eryk! krzyknęła, rozpoznając go. Czemu nie dałeś znać, iż przyjeżdżasz? To twoje auto stoi na trawniku?
Tak, moje.
To idź je przeparkować, zanim ludzie nie donieśli! Jak można wpadać na takie rzeczy, niszczyć moje kwiatki?!

Krewny gwałtownie wyszedł, a Walentyna poszła nastawić herbaty. Musiała sprzedać mieszkanie nie chciała zostawić sąsiadom zniszczonego trawnika.

Dawno temu odwiedzał go z ojcem. Potem stracili kontakt. I nagle wraca! Ale coś w nim niepokojącego było. Palii wżdy jak smok. Młody, a zęby już żółte. Dobrze, iż w ogóle przyjechał. Nie chciała zatrudniać agenta lepiej, by rodzinie się oddało. ale on odrzucił pieniądze.

Walentyna na starość została sama. Marzyła o przeprowadzce na wieś. Lepiej świeże powietrze niż schodzenie z 4. piętra. We wsi był ogródek. Póki sił starczy, chciała posadzić warzywa. Jesienią znalazł się kupiec.

Jeden zima za pasem. Sprzedamy wiosną zdecydowała, odkładając transakcję.
Ale ceny wzrosną! zaprotestował Eryk. Zimą łatwiej sprawdzić ogrzewanie. Kupiec jest teraz, a może się wycofa?
Ale nie znalazłeś mi domu! Gdzie ja będę mieszkać? Jak znajdziemy, wtedy sprzedamy westchnęła.
Eryk się zgodził.

Wkładki znalazł kilka propozycji. Wybrali domek i pojechali obejrzeć. Walentyna trochę się zasłoniła wszędzie remonty. Ale za pieniądze sprzed mieszkania starczyłoby i na dom, i na naprawy.

Eryk znał się na budowlance i mógł oszacować koszty. Obiecał pomóc.

Staruszkę gryzło:
Zima tuż-tuż. Nie mam sił na remonty. Chcę wejść i mieszkać jak ludzie.
Ale ja wżdy pomogę! odparł.

Walentynę niepokoiło, iż Eryk tak się spiesza. Ale uznała, iż nie ma w tym podatku. Dziękowała, iż w ogóle pomaga.
Wybrała domek i ustaliła datę sprzedaży.

Kupiec i notariusz przyjechali punkt. Eryk zrobił herbatę. Staruszce żal było mieszkać. Całe życie tam spędziło. Ale co było odwlekać? Rzeczy spodowane, dokumenty gotowe.

No, to można się pakować! oznajmił Eryk po podpisach.
Czekaj, tak wżdy teraz? Jeszcze nie spodowałam nacisków sprzeciwiła się, ale on nalegał, iż trzeba ją przewieść teraz. Kupiec niby nie miał się na kąt.

No dobra, chociaż wżdy te naczynia zgodziła się.

Ruszyli dostawczakiem. Staruszka zębą i zasnęła. Coż raz budziła się, widząc drogę przez okno, słysząc ich rozmowy.

Babci, słyszy mnie pani? jakby od daleka brzmiał głos Eryka. Nie miała sił odpowiedzieć.
Zostawmy ją tu wżdy usłyszała, gdy się ocknęła. Wszystko wżdy było jak we wżdy. Rzucili ją w śnieżną puszkę.
Niech zdycha dodał Eryk.

Dotarło do niej, iż jaunas ją oszukał. Coś wlał do herbaty, by zasnęła i podpisała. Zamknąwszy oczy, pogodziła się z losem.

Wżdy obserwowała to dziewczyna. Jadąc drogą, zauważyła auto i pomyślała, iż kierowca potrzebuje pomocy. ale potem zobaczyła, jak wyciągają coś z auta. Padał śnieg. Zaintrygowało ją, co robią w takich warunkach. Może kryją przestępstwo?
Zapisała numer rejestracyjny. Gdy odjechali, podeszła do miejsca, gdzie nieśli worek. Znalazła staruszkę. Żywa, ale nieprzytomna. Natychmiast zadzwoniła po pomoc.

Gdy przyjechał mąż, zabrali babcię do auta. W drodze Walentyna ocknęła się.

Gdzie jestem? spytała.
Znaleźliśmy panią odparła Kinga. Pamięta pani, jak trafiła wżdy śnieg?
Tak. Pamiętam. Sprzedawałyśmy z Erykiem mieszkanie. Potem piłyśmy herbatę. On coś wlał! Później jechaliśmy, a on mnie wyrzucił. Chciał się mnie pozbyć!
Niech pani pozwoli, iż posmaruję powiedziała dziewczyna, sięgając po krem.
Z wami ciepło uśmiechnęła się staruszka. Już bym nie żyła.

Później rodzina Kinga i Walentyna zgłosili sprawę na policję. Rozpoczęto śledztwo.
Dziewczyna zaproponowa

Idź do oryginalnego materiału