Dom i atelier, czyli co pozostało w Lesznie po wynalazcy

5 godzin temu
Zdjęcie: fot. zbiory Archiwum Państwowego w Lesznie, międzywojenny projekt przebudowy


Był pierwszy!

Nie ma wątpliwości, iż nazwisko Anschütz zapisało się w historii Leszna pod numerem jeden. Ustawa sejmu pruskiego z marca 1874 roku zobowiązała prezesów rejencji do utworzenia urzędów stanu cywilnego. Rozpoczęły one działalność kilka miesięcy później, 1 października.

Pierwszym noworodkiem zapisanym w pierwszej leszczyńskiej księdze urodzeń był Arthur Max, syn doktora Adama Müllera i Laury (z domu Anschütz). Laura była młodszą siostrą Ottomara. Wynalazca miał jeszcze siostry: Otylię, Aurelię Wilhelminę, Clarę Gabrielę, Darię Augustę oraz dwóch braci: Arnolda Hugona i George’a Carla (fotograf).

Domem rodzinnym Anschützów był budynek znajdujący się wówczas pod adresem Storchnesterstrasse 105 (później Molktestrasse 17, Osiecka 9, Daszyńskiego 9, Dzierżyńskiego, w tej chwili Niepodległości 22). Rodzicami rodzeństwa byli Christopher Berthold (tapeciarz i początkujący fotograf) i Amalia Louisa.

Dom

Dom Anschützów należy do najstarszych w tej części miasta. Jednocześnie jest jednym z najniższych w pierzei zdominowanej przez kilkupiętrowe kamienice. Należy zaznaczyć, iż zdecydowana większość budynków powstała w pierwszych latach XX wieku, choćby najwyższa kamienica z obecnym numerem 14, zbudowana dla szewca Pohla, została oddana do użytkowania w 1911 roku.

Plan sytuacyjny, zbiory Archiwum Państwowego w Lesznie

Ostatni projekt budowlany, na którym widnieje nazwisko Anschütz, przygotowany został latem 1909 roku na zlecenie wspomnianej wyżej Wilhelminy. Nazwiska nie udało mi się odnaleźć na pierwszym polskim spisie mieszkańców Leszna, sporządzonym w roku 1921.

Nową właścicielką budynku Anschützów została Maria Bombicka. Pani Maria przeprowadziła się do Leszna wraz z córkami, które w późniejszym czasie zasiliły kadry szeroko rozumianej administracji. Stefania podjęła pracę w banku. Zofia została kierowniczką Żłobka Dzielnicowego. Helena z kolei zatrudniła się w charakterze sekretarki w męskim seminarium.

Znalazła tutaj nie tylko pracę, ale i miłość. Jej mężem został Antoni Materna, będący w placówce profesorem i dyrygentem chóru. Ciekawostką jest, iż świadkiem na ślubie został Jan Wowczyk będący dyrektorem szkoły. Na liście lokatorów w 1929 roku obok pań Bombickich widnieje Feliks Łabiński. Ten, podobnie jak pierwszy znany z nazwiska właściciel parceli – Christopher Anschütz, był tapicerem.

Na spisie znajdują się także pracownik kolei Piotr i jego małżonka Antonina Jankowska, następni właściciele rodzinnego domu Anschützów. Jankowscy pobrali się w Osiecznej 5 sierpnia 1907 roku. Czy nowożeńcom wykonano pamiątkowe ślubne zdjęcie? jeżeli tak, to z pewnością autorem nie mógł zostać najsłynniejszy mieszkaniec domu Ottomar. Ten zmarł kilka tygodni wcześniej (30 maja 1907 roku w Berlinie). Jankowscy planowali rozbudowę domu. Przygotowano projekty dodatkowego piętra, zadania jednak nigdy nie zrealizowano. Jankowscy posiadali także składzik z owocami i warzywami. Rodzinną tradycję kontynuowała córka Cecylia, która w późniejszym czasie prowadziła stragan na targowisku miejskim. Po jej śmierci w roku 1977 rozpoczął się nowy etap w dziejach budynku. Uruchomiono mieszczący się tutaj do dziś sklep zoologiczny.

Atelier

Międzywojenny projekt na przebudowę domu, zbiory Archiwum Państwowego w Lesznie

Dzieje atelier Ottomara nastręczają więcej problemów. Wynalazca wraz z małżonką Heleną nabył w 1875 roku grunty mieszczące się praktycznie na podwórzu domu rodzinnego, czego dowodzą mapki sytuacyjne. Do obiektu można było się dostać jednak z sąsiedniej uliczki (wówczas Lange Neugasse, w tej chwili Królowej Jadwigi).

Atelier najprawdopodobniej było gotowe w 1882 roku. Budynek zmienił właściciela 13 lat później, a został nim Lorenz Wulke. W międzywojennym Lesznie właścicielami byli mistrzowie rzeźniccy. Najpierw Franciszek Staniszewski, a następnie Ignacy Bladocha. Ten drugi po kilku latach nabył grunty przy obecnej ulicy Słowiańskiej, gdzie wybudował charakterystyczną modernistyczną kamienicę.

Mały fotograf w wielkim atelier

Ciekawą i zagadkową postacią pozostaje Albin Janicki. Ten niewysoki fotograf widnieje na międzywojennych spisach mieszkańców przy adresie Królowej Jadwigi 1 (najprawdopodobniej to ówczesny adres atelier Ottomara). Sam Janicki nie ułatwia zadania.

Na liście z 1929 roku deklaruje, iż jest mieszkańcem Leszna od roku 1904. Dziewięć lat później pan Albin przez cały czas widnieje pod adresem Królowej Jadwigi 1. W rubryce „Od kiedy mieszka w Lesznie” wpisano rok 1893. Trudno wyjaśnić, skąd tak duża rozbieżność. Nie odnalazłem żadnych informacji świadczących o tym, iż Janicki został właścicielem budynku. Czy niewielki Janicki dzierżawił atelier wielkiego Ottomara? Do wzrostu nawiązuję nieprzypadkowo. Materiały źródłowe dotyczące Janickiego, do których dotarłem, są dość lakoniczne.

Warto więc przywołać fragment międzywojennych wspomnień nieocenionego Wiktora Bulińskiego:

„[…] przy ulicy Osieckiej mieścił się skromny zakład fotograficzny Albina Janickiego. Miał skromną wystawę z kilkoma zdjęciami dziewcząt. Sam był niskiego wzrostu (1,50 m), szczupły, niewielki też miał ruch klientów”.

Biorąc pod uwagę zachowany w Archiwum Państwowym w Lesznie projekt atelier Ottomara, trudno wyobrazić sobie skromny zakładzik. Niestety, dziś już kilka przypomina o jego świetności. Próżno szukać pilastrów czy przeszklonego piętra. Na fotografii z 2013 roku można jeszcze dostrzec relikty pierwotnego wyglądu okien. Część działki zabudowana została garażami.

Czy pierwsze niekorzystne zmiany nastąpiły już w międzywojniu? Czy niejaki Albin wiercił dziury w elewacji, aby przymocować szyld i tabliczkę z numerem i nazwą ulicy? Kiedy zmieniło się ogrodzenie? A może projektu z łbami lwów nie udało się zrealizować?

Ulica Królowej Jadwigi

Ulica, przy której mieściło się atelier, jest właśnie remontowana. Restaurowane są także budynki w jej południowej części. Inny z domów czeka na rozbiórkę. Jaki los czeka dawne atelier? Bez względu na dalszy rozwój wydarzeń, to powietrzem tej wąskiej ulicy z rozmarzonym uśmiechem oddychał Ottomar, zanim wyruszył na podbój świata.

Warto o tym pamiętać.

Idź do oryginalnego materiału