Niepokojące doniesienia z Podkarpacia. W Morochowie, niedaleko Bukowska, doszło do kolejnego groźnego spotkania z niedźwiedziem. Tym razem drapieżnik ruszył w stronę rolników pracujących na pastwisku. Mężczyźni w ostatniej chwili zdołali uciec i schronić się w samochodzie.
Fot. PixabayDo zdarzenia doszło we wtorek, 5 maja. Rolnicy zajmowali się budową ogrodzenia dla bydła, gdy nagle pojawiło się zagrożenie. Niedźwiedź zbliżył się na tyle, iż konieczna była natychmiastowa reakcja. Ucieczka do auta okazała się jedynym skutecznym rozwiązaniem. Na szczęście tym razem nikt nie ucierpiał.
To jednak kolejny sygnał, iż sytuacja w regionie robi się coraz bardziej napięta. Zaledwie kilka dni wcześniej, w pobliskiej miejscowości Płonna, doszło do tragicznego ataku, w którym zginęła 58-letnia kobieta. Teraz mieszkańcy obawiają się, iż podobnych zdarzeń może być więcej.
Wójt gminy Bukowsko nie ukrywa zaniepokojenia. Jak podkreśla, niedźwiedzie coraz częściej pojawiają się w pobliżu zabudowań i przestają reagować na tradycyjne metody odstraszania. Hałas, który kiedyś je płoszył, dziś może wręcz przyciągać.
Samorząd uzyskał zgodę na płoszenie drapieżników także w rejonach zamieszkanych przez ludzi. Dozwolone jest używanie petard i sygnałów dźwiękowych. To jednak działania doraźne. Władze lokalne domagają się konkretnych decyzji na poziomie centralnym, w tym zgody na eliminację niebezpiecznego osobnika.
Mieszkańcy zostali poproszeni o zachowanie szczególnej ostrożności. Szczególnie zagrożone są osoby mieszkające na uboczu oraz rolnicy pracujący w terenie. Każde wyjście w pola czy do lasu może dziś wiązać się z ryzykiem.
Coraz częstsze spotkania z niedźwiedziami pokazują, iż granica między światem ludzi a dziką przyrodą zaczyna się zacierać. A to oznacza jedno – podobne sytuacje mogą się powtarzać.

3 godzin temu



