Gm. Sułów: „Fundacja Pańska Łaska psy zabrała, a ze mnie zrobiła zwyrola”. Odsłaniamy kulisy sprawy

2 godzin temu
Na posesji w gm. Sułów przedstawiciele Fundacji Ochrony Zwierząt „Pańska Łaska” pojawili się 1 listopada ubiegłego roku w asyście funkcjonariuszy z Komisariatu Policji w Szczebrzeszynie.„Otrzymaliśmy wstrząsające nagranie, na którym widać, jak mężczyzna bije psy kijem, krzyczy na nie i zastrasza. Zwierzęta przywierają do ziemi i udają, iż ich nie ma, ale kat i tak nie odpuszcza. Na szczęście znamy dane tego sprawcy. Na filmie, jaki otrzymaliśmy, zwierzęta kulą się, drżą, przywierają do ziemi – widać, iż żyją w ciągłym strachu i bólu” – czytamy na stronie fundacji.Już po interwencji związany z rzeczoną fundacją oraz Pogotowiem dla Zwierząt, Grzegorz Bielawski, przekazał w mediach społecznościowych: „Razem z policją odebraliśmy spod Lublina dwie suczki – matkę i córkę, które od dawna żyły w strachu i bólu”.CZYTAJ TEŻ: Gmina Tomaszów Lubelski: Mieszkańcy sami się prosili o kontrole. Dzielnicowi sprawdzą psy i numery domówJego zdaniem, interwencja była bardzo trudna – właściciel był agresywny, nie chciał oddać zwierząt, krzyczał i stawiał opór.„Psy są już bezpieczne. To jednak początek walki o ich życie. Sunie są chore i przerażone. Ich stan psychiczny i fizyczny jest tragiczny. Będą wymagały długiego leczenia. Proszę o wsparcie” – napisał Bielawski.W sieci zawrzało. „J…y sadysta”, „zwyrol”, „szmata”, „k…a” – to tylko niektóre z inwektyw pod adresem właściciela psów.Po kundle by nie przyjechaliFundacja zabrała psy, a policja wszczęła dochodzenie. Szkopuł w tym, iż filmik, który stał się głównym powodem wizyty i odebrania zwierząt przez przedstawicieli Fundacji Ochrony Zwierząt „Pańska Łaska”, został nagrany kilkanaście miesięcy wcześniej. Policja prowadziła wtedy czynności w kierunku znęcania się nad zwierzętami, a uwieczniony na filmiku syn właścicielki czworonogów został prawomocnie skazany na 6 tys. zł grzywny oraz 2 tys. zł nawiązki na rzecz jednej z fundacji zajmującej się ochroną zwierząt.– Sąd nie orzekł wtedy przepadku naszych psów, a oni przyjeżdżają ponad rok po zdarzeniu i je zabierają? Przecież to jest zwykła kradzież! – mówi 35-letni Artur Galbarczyk, syn właścicielki czworonogów, który został wcześniej skazany za znęcanie się nad zwierzętami, choć do tej pory utrzymuje, iż nie zrobił im nic złego.Mundurowi przyznają, iż w listopadzie ubiegłego roku otrzymali od przedstawiciela fundacji zgłoszenie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na znęcaniu się nad zwierzętami przez mieszkańca gm. Sułów.CZYTAJ TEŻ: Nielisz – Michalów – Szczebrzeszyn. Droga jak marzenie, ale diabeł tkwi w szczegółach [ZDJĘCIA]– Podstawą zawiadomienia był przesłany do fundacji przez anonimową osobę filmik, na którym 35-latek uderza psy trzonkiem – informuje podkom. Dorota Krukowska-Bubiło, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zamościu. – Wobec powyższego przedstawiciel fundacji zabezpieczył od właścicielki zwierząt dwa psy. Pod nadzorem prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Zamościu prowadziliśmy w tej sprawie dochodzenie. W ramach postępowania ustaliliśmy, iż dołączony do zawiadomienia filmik pochodzi z wcześniejszego okresu i stanowił dowód w innej sprawie, która w 2024 r. toczyła się przeciwko 35-latkowi. Wtedy mężczyzna, za pokazany na nagraniu czyn, został prawomocnie skazany za naruszenie przepisu art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt. Wskutek powyższego prowadzone w bieżącym roku dochodzenie zostało merytorycznie zakończone umorzeniem, wobec braku znamion przestępstwa. Aktualnie, z zawiadomienia właścicielki psów, prowadzimy dochodzenie w kierunku przywłaszczenia należących do niej dwóch zwierząt przez osobę reprezentującą fundację. Sprawa jest w toku.Pan Artur koryguje słowa rzeczniczki policji. – Nie przywłaszczyli Śnieżki i Rei, tylko bezczelnie ukradli! – mówi wprost nasz rozmówca. – Ktoś robi na moją posesję nalot w asyście policjantów i przebierańców (według niego pod funkcjonariuszy policji podszywali się też przedstawiciele fundacji – przyp. red.) i to w Dzień Wszystkich Świętych, który dla mojej mamy jest dniem szczególnym, bo co roku opłakuje zmarłego w wieku 14 lat syna, a mojego brata... Ktoś kradnie nam psy i to jest normalne? Przecież mówiłem policji, iż ten filmik to manipulacja i iż ja już odpowiadałem przed sądem. Po kundle ta pseudo-fundacja by nie przyjechała…Jak podaje, za doga argentyńskiego z dobrej hodowli trzeba dziś zapłacić choćby 12,5 tys. zł.Pozytywnie zakręceniPodstawą interwencji było wspomniane nagranie, ale później w mediach społecznościowych pojawiła się ze strony fundacji informacja, iż Śnieżka i Reya mają chore uszy i iż były przechowywane w złych warunkach.– Ale ja z mamą cały czas leczyliśmy te uszy – mówi 35-latek. – Jeździliśmy gdzie się da, kupowaliśmy najprzeróżniejsze leki, próbowaliśmy im pomóc i powoli stan ich uszu ulegał poprawie.Potwierdza to lekarz weterynarii, który opiekował się czworonogami.– Oni naprawdę bardzo dbali o te psy – zapewnia lek. wet. Krzysztof Szadkowski. – Nie czekali tylko na moje sugestie, ale kontaktowali się z innymi lekarzami, żeby tylko pomóc swoim pupilom. Przeprowadzali dodatkowe badania, nie szczędzili pieniędzy na leczenie. Nawracające zapalenie uszu potrafi się jednak latami ciągnąć. Oboje (pan Artur i jego matka – przyp. red.) są pozytywnie zakręceni na punkcie swoich psów, o które bardzo dbają. Szczerze im współczuję.Podobnie uważa wójt gminy Sułów, Piotr Kaliszewski, który jeszcze 9 stycznia orzekł w swojej decyzji o odmowie odebrania psów. On również przypomina, iż sprawa karna została prawomocnie zakończona przed dniem interwencji, a sąd nie orzekł przepadku zwierząt. Według wójta, Śnieżka i Reya zostały bezprawnie odebrane właścicielom.„Dokumentacja badania weterynaryjnego z dnia 3.11.2025 r., przeprowadzona na zlecenie Fundacji, wskazuje, iż waga odebranych psów jest typowa dla ich rasy i wieku” – czytamy w decyzji wójta.Największe wątpliwości gminy budził stan zdrowia psów, a więc przewlekłe zapalenie uszu stwierdzone w badaniu weterynaryjnym z 3 listopada ubiegłego roku, ale i ten fakt nie wyczerpał – zdaniem wójta – „zrealizowania się przesłanki wystąpienia przypadku niecierpiącego zwłoki”.„Skoro stan psów był tak zły, iż nie mogły one pozostać u dotychczasowego właściciela i należało natychmiast interweniować, bowiem zagrożone było ich zdrowie i życie, to dlaczego badania przeprowadzono dopiero na trzeci dzień po odbiorze i ponad 600 km od ich domu?” – napisał wójt gm. Sułów.Według niego, przedstawiciele fundacji już 1 listopada powinni udać się z psami do „najbliższej całodobowej lecznicy weterynaryjnej celem udzielenia im natychmiastowej pomocy”.Mimo odmownej decyzji wójta gm. Sułów, odebrane psy do tej pory nie wróciły do właścicieli.Filmik dalej krąży w sieciAutorem filmiku, który trafił do sieci i na podstawie którego mieszkaniec gm. Sułów został skazany, a następnie odebrano mu psy, jest jego były kolega, z którym od około dwóch lat jest skonfliktowany. Po zawiadomieniu pana Artura, Prokuratura Rejonowa w Zamościu wszczęła w połowie lutego śledztwo w sprawie uporczywego nękania przez byłego kolegę poprzez loty dronem nad posesją 35-latka, rejestrowanie obrazu bez jego zgody, udostępnianie materiałów wideo osobom trzecim, a także przekazywanie fałszywych dowodów organom ścigania. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności, ale prokuratura umorzyła śledztwo z uwagi na to, iż „czyny te nie zawierają znamion czynów zabronionych”.Filmik dalej krąży w sieci. – Obie suki, czyli Śnieżka i Reya, miały wtedy cieczkę – wspomina zdarzenie z 2024 r. Galbarczyk. – Ja się spieszyłem, wpadłem do domu po telefon albo dokumenty. Patrzę, a na podwórku pełno kundli. Zrobiły sobie podkop pod płotem. Wziąłem tego mopa po to, żeby je powyganiać z podwórka. Tak, ganiałem za tymi „kawalerami”, żeby ich przepędzić z podwórka, a moje suki zauważyły otwartą furtkę i skorzystały z okazji. Pokładły się przed posesją, dając mi do zrozumienia, iż nigdzie nie pójdą. Dlatego je wciągałem za łapy na podwórko. Dlaczego nie wziąłem ich na ręce? Nie wiem. Wiem, iż się spieszyłem na spotkanie z klientem i może nie chciałem pobrudzić koszuli.Pan Artur pracuje w budowlance. Jeździ po Polsce. Ma tatuaże na całym ciele, przez co może wyglądać groźnie. – W notatce policyjnej wyczytałem, iż na posesji było czterech policjantów, a ja miałem na podwórku cztery radiowozy, jakby przyjechali po jakiegoś mordercę – wspomina.Ma pięć białych dogów argentyńskich, adoptowanego Jack Russell terriera oraz „z ulicy wziętą suczkę”. To kundel. pozostało mieszaniec „Misio”, którego ktoś podrzucił. Ma do nich gołębie serce. – Ostatniej zimy pomogłem ośmiu szczeniętom, które przebywały w opuszczonych budynkach w gminie Radecznica – wspomina. – Ja czasem w nocy zrywałem weterynarza z łóżka, bo pies skaleczył się w nogę i trzeba było ją zszyć.Potwierdza to prowadzący gabinet weterynaryjny w sąsiedniej gminie Krzysztof Szadkowski.– Hoduję dogi, bo po prostu zawsze marzyłem o takich psach, a później los tak chciał, iż pierwszego dostałem w prezencie – opowiada 35-latek. – To twarde psy, ogólnie charakterne, bardzo czułe i emocjonalnie związane. Moje są ułożone, kulturalne. Krzyknę na nie, ale tonuję głos. To jest taka moja metoda: „Grzecznie, już spokój”. Krótka komenda. Muszę ten głos podnieść, żeby do nich to docierało. Jak ja przyjeżdżam z delegacji, to pies mi wskakuje na ręce i... sika. Ze szczęścia...Na posesji pozostało sześć kotów.Oddajcie mi psy! – Kto panu zabrał psy? – pytamy pana Artura.– Grzegorz Bielawski. On był nieupoważniony do odbioru zwierząt. Ma wyroki. I teraz moje dzieciaczki, bo tak traktuję swoje psy, są w jego „obozie koncentracyjnym”. One nigdy nie były w żadnej klatce. On nie chce nikomu powiedzieć, gdzie są moje psy. Podejrzewam, iż albo mają szczeniaki, albo zostały sprzedane do hodowli. W każdym razie ukrywa te psy i nie chce powiedzieć, gdzie są.Bielawski jest znany z interwencji w sprawie zwierząt, które według niego miały być pokrzywdzone. Postanowieniem z 18 listopada ubiegłego roku policja wszczęła dochodzenie w sprawie przywłaszczenia przez niego dwóch psów pana Artura.Jak przekazała zamojska prokuratura, postępowanie jest w fazie in personam (przeciwko osobie – przyp. red.). Członkowi Fundacji Ochrony Zwierząt „Pańska Łaska” przedstawiono zarzut z art. 284 § 2 kodeksu karnego i przesłuchano go w charakterze podejrzanego. Za taki czyn grozi do 5 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu.Kilka lat temu Grzegorz Bielawski został skazany za przywłaszczenie powierzonych mu 30 psów, ukrycie ich i nieujawnienie miejsca ich przebywania na karę 8 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności, której wykonanie sąd wyższej instancji zawiesił na okres 5 lat. Ponadto sąd orzekł wobec niego zakaz zajmowania stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt, na okres 5 lat.Bielawski ma głosGrzegorz Bielawski zapewnia, iż wszystko odbyło się zgodnie z prawem. – Pan Artur i jego matka przekazali, iż o ile chodzi o tę sytuację, która dokumentuje bicie zwierząt i ciągniecie ich na filmach, to już była osądzona przez sąd i pan Artur został skazany. Jednak w związku z tym, iż jego mama oświadczyła, iż psy są jej własnością, a sprawcą znęcania się nad zwierzętami – w naszej opinii – był pan Artur, sąd w tamtej sprawie nie mógł przy skazaniu sprawcy orzec przepadku zwierząt. Na miejscu potwierdzono, iż psy mają wylewy krwaworopne z uszu, co jest zaniedbaniem trwającym co najmniej kilka miesięcy. Ponadto przebywały w budynku gospodarczym, gdzie temperatura była taka sama jak na zewnątrz. Nie miały dostępu do wody. Miały czerwoną skórę z powodu alergii, ponieważ dostawały nieodpowiednią karmę, a były to psy alergiczne. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zabraniu tych psów. Zabraliśmy tylko te, które – według naszej oceny – odczuwały ból i cierpienie, co zagrażało utracie zdrowia i życia. Pani nie potrafiła powiedzieć, kiedy ostatni raz była u lekarza. o ile psu z ucha wylewa się ropa z krwią, trzeba pobrać wymaz, wykonać antybiogram i leczyć antybiotykiem. Dziś zrobiłbym to samo i w ogóle bym się nie zawahał. Zrobiliśmy wszystko, żeby te zwierzęta uratować – powiedział nam pan Grzegorz.NIE PRZEGAP: – Gdzie w tej chwili znajdują się psy? – dopytujemy pana Grzegorza.– Do zakończenia sprawy karnej będą przebywały w domu tymczasowym – mówi Bielawski. – My rocznie, jako organizacja, odbieramy około tysiąca zwierząt. Wszystkie docelowo przebywają w takich domach. Decyzja wójta o odmowie odebrania psów nie oznacza, iż automatycznie wracają one do właściciela. Zgodnie z zapisami Ustawy o ochronie zwierząt zwierzę wraca do właściciela, gdy postępowanie karne zostaje umorzone albo sąd nie orzeknie przepadku tego zwierzęcia. w tej chwili postępowanie w sprawie znęcania się nad psami przez pana Artura zostało umorzone, ale decyzja nie jest prawomocna, ponieważ nasza fundacja złożyła zażalenie na to postanowienie. W międzyczasie zgłosili się ludzie, którzy dysponowali filmami, na których ten pan napuszcza jedne psy na drugie i szczuje je, by się zagryzały lub pogryzły. o ile sąd nie uwzględni naszego zażalenia, faktycznie te psy wrócą do właściciela.– Ale to pan usłyszał zarzuty przywłaszczenia tych zwierząt. Nie boi się pan, iż pójdzie do więzienia?– Mam na swoim koncie sześć wyroków skazujących za przywłaszczenie zwierząt i jedenaście wyroków uniewinniających za to samo. Nie żałujemy, iż odebraliśmy psy, a wręcz się cieszymy, bo dzięki temu psy są zdrowe, mają się dobrze i nie są u ludzi, którzy się nad nimi znęcają. Wydaliśmy sporo pieniędzy na ich leczenie – mówi działacz Fundacji Ochrony Zwierząt „Pańska Łaska”."Pseudo-fundacja żeruje na ludzkich odruchach" – mówi 35-latekPan Artur odpiera zarzuty. – jeżeli chodzi o te nieszczęsne uszy, to byłem już w Zamościu umówiony na wymazy. Próbowałem załatwić psom leczenie w klinice weterynaryjnej albo zabieg, ale mi je ukradli – opowiada mieszkaniec gm. Sułów.Na leczenie Śnieżki i Rei fundacja zbierała pieniądze pod hasłem „Zwyrodnialec katuje psy. Jedziemy odebrać mu zwierzęta. Potrzebna pomoc”. Wsparło ją 378 osób, zebrano prawie 14 tys. zł. – Jeszcze raz mówię to głośno i wyraźnie: ta pseudo-fundacja żeruje na ludzkich odruchach – denerwuje się 35-latek z gm. Sułów, który nie może doczekać się powrotu swoich psów.Jak to się zakończy? Na 14 maja wyznaczono termin rozpoznania zażalenia złożonego przez Fundację Ochrony Zwierząt „Pańska Łaska”. Sąd albo je uwzględni, albo utrzyma w mocy postanowienie o umorzeniu dochodzenia w sprawie znęcania się nad psami przez pana Artura.Do sprawy wrócimy.
Idź do oryginalnego materiału