Ratuje mnie grzebanie w ziemi. Małe cebulki pełne nadziei, iż przyjdzie wiosna zakopuję głęboko, chowam przed ciekawskimi spojrzeniami i słońcem. Muszą poczekać.
Żeby zmylić tropy sadzę parę kolorowych fiołków, które przykuły moją uwagę w sklepie ogrodniczym. Jakieś wiechcie, jakieś stokrotki szlachetne.
Cała reszta cierpliwie czeka. Coś niby tam się dzieje pod ziemią, ale nikt jeszcze nic nie wie. I tak ma być.
Nie wolno o naszych snach mówić bylekomu, muszą mieć czas żeby napęcznieć pod ziemią.
Na górze wspaniale odwraca uwagę łysiejący klon japoński, niby łysieje, a czerwienieje. I hortensje, co odżyły po miesiącach suchych. Teraz nareszcie mają tyle wody, ile lubią.
Wyrok został za to wydany na winobluszcz – będzie ścięty. Ale, jak co roku na jesieni, zaczyna mi być go żal. To prawda, iż zadusił już niejedną różę, ale tak pięknie wygląda!
Jak widac teraz passiflora ledwo zipie w jego objęciach, ale prawda, iż trudno się oprzeć takim uściskom?







