Wewnętrzny spokój i cisza stymulują do efektywniejszej pracy i napędzają też biznes. Przekonał się o tym Robert Kucharski, założyciel i właściciel Mydlarni „Powrót do natury”. Przez lata budował firmę tak, jak robi to większość przedsiębiorców: logiką, kontrolą i nieustannym myśleniem, ale do czasu. W pewnym momencie zrozumiał, iż największą barierą nie są podatki, kontrole, ani konkurencja, tylko własne, niesharmonizowane emocje.
Własne przemyślenia, liczne rozmowy, ogrom przeczytanych publikacji i wysłuchanych audycji oraz udział w licznych warsztatach związanych z rozwojem osobistym, a przede wszystkim codzienna, kilkunastoletnia praca nad sobą jak również od zeszłego roku kooperacja z Rafałem Stachyrą, mentorem i twórcą Kongresów Naturalnych, stała się dla niego impulsem do głębokiej zmiany: od życia w napięciu do działania z poziomu ciszy. I co zaskakujące, to właśnie ta cisza zaczęła napędzać jego biznes.
Połączenie odczuwania wewnętrznego z biznesem to był proces naturalny, czy raczej przypadkowy impuls do zmiany?
Odczucie wewnętrze i duchowość nie jest alternatywą dla biznesu, tylko jego fundamentem. Zrozumiałem to dopiero po latach, ale było to dla mnie moment przełomowy. Mogę teraz dzielić się z innymi swoim doświadczeniem, bo wiem doskonale, iż spokojny przedsiębiorca inaczej reaguje i buduje pozytywne relacje z otoczeniem. Podejmuje decyzje bez stresu i lęku. Może się to wydawać niewiarygodne, ale ja naprawdę tego doświadczam. Spokój wewnętrzy i umiejętność panowania nad emocjami ma ogromne znaczenie nie tylko w biznesie. Na te pozytywne zmiany w moim życiu i działalności biznesowej w istotny sposób wpłynęła kooperacja z Rafałem Stachyrą.
Przyczynił się do tego udział w organizowanych przez niego kongresach tematycznych?
Nie skracałbym tego tylko do kongresów czy jednego projektu. To była zmiana całościowa. Kiedy poznałem Rafała, intuicyjnie poczułem, iż chcę z nim współpracować. Początkowo myślałem, iż pomoże mi rozkręcić sprzedaż wytwarzanych przeze mnie naturalnych mydeł i innych wyrobów. Dziś wiem, iż przede wszystkim pomógł mi zmienić siebie. Dał mi motywację i stymulację do działania. Ma w tym niesamowitą siłę i nie odpuszcza. Dzwoni, mobilizuje, łączy ludzi. I to sprawiło, iż ruszyły również moje wewnętrzne zastoje i ustąpiła tzw. „mgła mózgowa”, która pojawia się często u ludzi w dojrzałym wieku.
Jakie to były zastoje i czym w praktyce jest „mgła mózgowa”?
„Mgła mózgowa” to stan, w którym myślisz bardzo dużo, ale czujesz coraz mniej. Masz wiedzę, wiesz, co powinieneś zrobić, ale brakuje energii. Pojawia się niechęć, odwlekanie, brak jasności. To efekt niesharmonizowanych emocji z przeszłości, które zostają w ciele jak twarde „kamienie”. Z wiekiem coraz mniej odczuwamy własne ciało. Głowę czujemy najczęściej dopiero wtedy, kiedy nas boli. A przecież to w niej powstają myśli, które przekształcają się w emocje. jeżeli tych emocji nie wyrażamy, blokujemy je – tworzą się napięcia.
Jak te blokady u Ciebie się objawiały?
Przede wszystkim napięciem w głowie i gardle. Skupiałem uwagę w jednym punkcie i czułem tam ból i spięcie. Pod każdym takim napięciem kryje się jakaś zamrożona część nas. To jest emocja lub wzorzec, który kiedyś wyparliśmy w naszej świadomości. jeżeli człowiek wytrwa w tym odczuciu i nie ucieknie, to pod tym bólem pojawia się nagle, coś zupełnie innego – błogość, lekkość. To odzyskana część siebie.
Dlaczego tak często blokujemy emocje?
Bo tak nas nauczono. Mamy być grzeczni, opanowani, „profesjonalni”. Zakładamy maskę, tłumimy emocje, albo wyrażamy je nadmiernie. W obu przypadkach nie ma harmonii. Z czasem utożsamiamy się z tymi myślami, choć wcale nimi nie jesteśmy. To nie jest prawdziwa interpretacja. My bowiem jesteśmy spokojem, który powinien zarządzać myślami.
Jak harmonizować takie emocje w sobie?
Pierwszy krok to prawda. Uczciwe przyznanie przed sobą: mam rozbiegane myśli, mam zablokowane emocje. To fakt. A potem intencja – chcę to zharmonizować. Drugi krok to kontakt z ciałem. Zacząłem od prostego ćwiczenia: kierowałem uwagę do przestrzeni serca, do fizycznego odczucia w klatce piersiowej. Kiedy świadomość przestaje być w głowie, pojawia się cisza. Na początku to była forma „ucieczki” od nadmiaru myśli. Ale z czasem zacząłem pracować nad tym, żeby umieć być w ciszy, pozostając w głowie. Nie myśleć przez kilkanaście sekund. To jest prawdziwe wyzwanie.
Czy każdy może się tego nauczyć?
Uważam, iż tak. Ale bez cierpliwości się tego nie osiągnie. To nie jest kurs weekendowy. To codzienna praca, konsekwencja i gotowość do konfrontacji z tym, co w nas niewygodne. Ja sam nie osiągnąłem jeszcze perfekcji. Ale różnica między mną sprzed kilkunastu lat a dzisiejszym jest ogromna.
Jak ta wewnętrzna zmiana przełożyła się na biznes?
Kiedyś kontrola w firmie np. z sanepidu, wywoływała u mnie lawinę czarnych scenariuszy. W 2012 roku drżałem, co będzie. Dziś przychodzą kontrolerzy, a ja mam w sobie całkowity spokój. To nie znaczy, iż nic kompletnie się nie dzieje, ale najpierw obserwuję siebie. jeżeli sytuacja wywołuje we mnie jakieś napięcie, to wiem, iż jest we mnie praca do wykonania. Kiedy zajmuję się sobą, „problemy” często rozwiązują się same. To choćby nie są problemy, tylko przygody, ale żeby tak na nie patrzeć, trzeba mieć wewnętrzną lekkość w sobie.
Czy duchowość nie oddala od realnego działania?
Może oddalić, jeżeli staje się ucieczką. I ja byłem blisko tej pułapki. Pracowałem nad spokojem, ale zacząłem „odlatywać” od firmy. Miałem ludzi, którzy ją prowadzili, więc mogłem sobie na to pozwolić. Rafał Stachyra przypomniał mi wtedy coś bardzo ważnego: masz sprowadzić ducha do materii, a nie uciekać z materii w ducha. Masz wprowadzić spokój do codzienności, do biznesu, do relacji. To było przełomowe. Wyniosłem z tego kluczową lekcję, która brzmi: nie uciekaj od świata. Możesz zamknąć się w jaskini i medytować latami, ale wyjdziesz i nie poradzisz sobie z codziennością. Mistrzostwo polega na tym, żeby ze spokojem wchodzić w każdą okoliczność.
Czy zauważyłeś zmianę w relacjach z ludźmi?
Zdecydowanie. Kiedy budzę się rano z uczuciem wdzięczności, świat reaguje inaczej. Ludzie się uśmiechają, sprawy idą lekko. Można to różnie nazywać – projekcją, oddziaływaniem – ale stan wewnętrzny ma znaczenie. Każda sytuacja i każda osoba są lustrem. To, co mnie porusza, to pokazuje mi coś o mnie u innych.
Co powiedziałbyś przedsiębiorcom, którzy żyją w permanentnym napięciu?
Że największym wrogiem nie jest rynek ani konkurencja, tylko nieuświadomione napięcie w nas samych. jeżeli chcemy spokoju, musimy go w sobie wypracować. Nie poprzez udawanie pozytywnego myślenia, ale poprzez ciszę. W ciszy nie ma już podziału na dobre i złe myśli. Jest tylko klarowność. I z tej klarowności podejmuje się najlepsze decyzje. Bo kiedy znika mgła w głowie, biznes zaczyna działać lżej niż kiedykolwiek.
Rozmawiała Jolanta Czudak


![Protest „Mamy dość – stop cierpieniu zwierząt” w Zielonej Górze [ZDJĘCIA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/05/bf3f1f1ac84375aaf49b418c3c38be01_xl.jpg)

![Puma, Pancuś, Amanda i Ricky czekają na dom. Adoptuj zwierzęta ze Schroniska w Katowicach [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/Puma.jpg)


