Najukochańszej
tytuł jest infantylny i bez sensu, stanowi zasłonę
dymną. przed kim? raczej: kogo osłaniającą.
chciałbym, kochanie, popełnić tekst
o syceniu się twoim zapachem,
pierwotnych instynktach, męskiej chuci,
o fantazjach: wilgoci, zlizywaniu jej.
ale chyba nie wypada tak bezwstydnie
i z językiem, roztętnionymi palcami.
zaciemię więc obraz, zakręcę. patrz: Kościuszko
wchodzi w głąb tego wiersza, choć dawno temu
umarł pod Racławicami, zmartwychwstał
i zginął w gruzach World Trade Center.
tam znowu – powstańcy cali w bandażach,
bohater chwytający granat w locie,
by zaraz go połknąć
i tym samym ocalić pułk,
po prawej - orzeł z proporca
okrywa wyrwy w murze,
otula skrzydłami przechyloną iglicę pałacu,
w innym kącie – dzieci skrzą się mówiąc wierszyki
o kochanych pieskach, jabłku-przytulance.
ech, zakrywam obrazami myśl przewodnią,
jeden widoczek zostaje naszyty
na drugi. jelcze wywrotki przywożą tony gruzu,
ziemi i kiprują wprost na to, co tak wstydliwe:
pragnienie pulsującej muszelki, wypowiedzenia
na głos, iż chcę mieć twoją wilgoć
w ustach i nozdrzach.
spójrz: piszę teraz o tym bez ogródek,
ale jak tylko spróbuję przeczytać własne słowa,
usłyszę: patriotyzm, przestrzeliny,
ostatni zajazd na Litwie.





