Zaduma rodowa
Usiadłem pod drzewem rodu,
Oparty plecami o jego pień.
Dzień i wiatr snuły swą opowieść pradawną,
A korona drzewa, niczym święty baldachim,
Otulała moje ciche westchnienie.
Szelest liści to muzyka,
Która z każdym tchnieniem wiatru,
Budzi drżenie w strunach serca,
W więzach co łączyły pokolenia.
Niebo, niczym pobliski zalew,
Otula mą wyspę samotności,
A we mnie płynie żagiel,
W lekkim powiewie
Niesiony ku drugiemu brzegowi,
Gdzie światło przemienia się
W wieczność istnienia.






